Droga Młodzieży,

oto znów spotykam się z wami z okazji uroczystości Księdza Bosko, „ojca i przyjaciela młodzieży”. Żałuję, że w tym roku nasze spotkanie, będzie możliwe jedynie wirtualnie, co nie znaczy, że będzie mniej naturalne i szczere, a zbiega się ono z początkiem setnej rocznicy śmierci Księdza Rua, pierwszego następcy Księdza Bosko i, bez wątpienia, jego najwierniejszego i najlepszego ucznia.

Jest to, w istocie, jeden z głównych powodów wyboru tematu Wiązanki, zaproponowanej całej Rodzinie Salezjańskiej na rok 2010: „Za wzorem Księdza Rua, jako autentyczni uczniowie i pełni pasji apostołowie, niesiemy młodzieży Ewangelię”.

Otóż, ja chcę być pierwszym, który przyjmuje duchowy i duszpasterski program Wiązanki i poprzez to orędzie, w formie dialogu między wami a mną, dać wam Ewangelię, pragnąc pokazać wam Jezusa, abyście także i wy mogli stać się Jego uczniami, świadkami i apostołami.

Często, kiedy spotykam się z wami, dostrzegam w was wielkie pragnienie odkrywania Jezusa. Być może, nie potraficie jasno tego wyrazić, ja jednak pochwalam wasze gorące pragnienie, to, które żyje w waszym sercu. Biorę was za rękę i prowadzę do mojego Mistrza, mojego Pana i Boga.

«Księże Pascual, chcemy zobaczyć Jezusa!»

Jeśli naprawdę tego pragniecie, to musicie mieć sprawne nogi i czujny słuch, ponieważ Jezus wędruje i nie zatrzymuje się nigdy! Aby Go znaleźć musicie posłuchać śpiewu ziarenek piasku unoszonych przez Jego stopy. Kiedy On przechodzi, wszystko staje się nowym a Jego wędrowanie nigdy się nie kończy.

Zawsze jest o krok w przodzie, a Jego słowo jest tak, jak On, bezustannie w ruchu, zdolne dać wszystko bez ograniczeń, we wszystkim dać poznać siebie samego. Upłynęło dwa tysiące lat, lecz wydaje się, że On dopiero, co przeszedł. Drży jeszcze historia po Jego przejściu, niczym po wybuchu bomby. A świat nie jest już taki, jaki był wcześniej. Nikt, nigdy nie mówił o Bogu tak, jak ten Człowiek, nikt nas nie kochał tak, jak On, nikt tak jak On nie ofiarował się całkowicie, aż do unicestwienia. Nikt, tak jak On, nie rozkazał wichrowi i morzu, złym duchom, które nękają i niszczą w człowieku jego lepszą ludzką stronę, nikt, tak jak On, nie pokonał śmierć i nie zwyciężył grzechu. Jest odmienny od wszystkich innych.

Z tego powodu wielu Go nienawidzi, tak jak nienawidzi się tych, którzy nie dostosowali się do powszechnego sposobu myślenia.

«Ja nie mam miejsca do spania, kiedy zapada już mrok. Nie mam ukrycia, jeśli ktoś mnie szuka. Lisy mają swoje nory, ptaki swoje gniazda; ja żyję bez osłony, wśród niebezpieczeństw i zagrożeń. Kto pragnie zrobić karierę stosując te metody, co zawsze, u mnie nie znajdzie tego, czego poszukuje».

Tym, których spotyka, mówi: «Przyszła pora przemiany!».

«Bóg jest tutaj pośród was, a nikt i nic Go nie powstrzyma».

«On jest tym, którego szukamy. Idź, zanieś mu nasze zapytanie»

Nie ma takiej potrzeby. On wie, czego chcecie. Na brzegach jeziora ludzie Go otaczają i pytają: «Jakie jest Twoje przesłanie?». Jezus spogląda na rybaków, którzy zarzucają sieci. Jego odpowiedź jest bardzo odmienna od tej, na jaką oczekiwali. Nie zwołuje wiecu, ani konferencji, lecz mówi: «Chodźcie! Dlaczego kontynuujecie łowienie? Ratujcie raczej tych, którzy toną, mężczyzn i kobiety, którzy mają tyle trudności! Potrzebuję was! Chcę was uczynić rybakami ludzi».

I oni pozostawiają sieci, łódź, rodziców, żony i dzieci. Idą z Nim. Jezus mówi: «Chcecie naprawdę wiedzieć, kim jestem? Chodźcie ze mną, a będziecie mieli odpowiedź!». Trzeba odwagi, aby iść pod prąd. Niewygodnie jest porzucić rozleniwiony spokój, ciągle takich samych dni i rozpocząć nową drogę.

Pewnego dnia, jakiś młodzieniec, taki jak wy, idzie, aby szukać Jezusa i pyta Go: «Mistrzu, co mam czynić, aby być takim, jakim chce mnie Bóg? Powiedz mi, jaki jest sekret tego szczęścia!».

Jezus odpowiada: «Znasz przykazania Boże: Nie zabijaj. Nie cudzołóż. Nie kradnij. Nie mów fałszywego świadectwa. Czcij ojca swego i matkę swoją».

«Mistrzu – odpowiada młodzieniec – wszystkiego tego przestrzegałem ściśle od mojej młodości». Jezus spojrzał na niego z miłością i powiedział mu: «Jednego ci tylko brakuje, aby osiągnąć cel: wróć do domu, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj to ubogim. Potem przyjdź i chodź za Mną!». Lecz młodzieniec spochmurniał i odszedł.

Naśladować Jezusa nie oznacza powziąć „jakąś” decyzję. Znaczy powziąć „tę” decyzję. Znaczy zaryzykować wszystko, stawiając tylko na jedną kartę. Znaczy przyjąć jako własną tę decyzję, którą On podjął w stosunku do nas: «Zapewniam was, że nie ma większej miłości od tej: ofiarować życie za swoich przyjaciół».

I, aby uczynić to wszystko bardziej zrozumiałym i konkretnym, Jezus objaśnienia to poprzez dwie przypowieści: «Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu, ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją».

Jezus posuwa się, aż do paradoksu: w innej przypowieści pochwala zarządcę niewiernego i nieuczciwego, winnego dokonania fałszywego czynu publicznego, oszustwa, defraudacji i korupcji. Tylko po to, aby zwrócić uwagę, że ten człowiek zabiega, aby zapewnić sobie przyszłość: jest przewidujący. Jest nieuczciwy, lecz konsekwentnie podąża w konkretnym kierunku: bez skrupułów dąży do osiągnięcia własnej korzyści.

Droga Młodzieży, Przyjaciele moi i Księdza Bosko, nie możecie żyć, nie wiedząc o tym, co naprawdę ma znaczenie, nie wiedząc, jaki jest sens życia. Gdyż życie jest tym wszystkim, co macie.

Jedyną pewną kartą, na którą możecie postawić, ryzykując wszystko, jest właśnie On, Jezus.

«Ale, Księże Pascual, Królestwo Boże nie jest dla nas. Jest ono czymś zbyt wzniosłym i trudnym»

Jeśli Jezus kocha cię i woła, możesz powstać, możesz poruszać się! Możesz zmienić kierunek, rozpocząć nową drogę. Wystarczy wiedzieć, czuć i chcieć być kochanym przez Niego. Wystarczy zmienić swoje przyzwyczajenia, przemyśleć przekonania. W ten sposób uczynili pierwsi apostołowie: każdy z osobna wezwany po imieniu, bezzwłocznie poszli za Nim.

W życiu każdego człowieka jest pewien dzień, godzina, która pozostawia niezapomniane wspomnienie. Jest to chwila, w której wydarza się coś nowego, chwila, w której życie zmienia się zupełnie. «Było około czwartej po południu, wspomina Jan, kiedy spotkali Jezusa».

Bóg – i Pismo Święte daje nam wiele świadectw – dokonuje swoich wyborów bez zważania na cenzus, uzdolnienia lub cechy osobowe; a raczej, często, wybiera paradoksalnie najsłabszych, ubogich, niewykształconych z tego świata. Niekiedy powołuje On w sposób gwałtowny: jak jest w przypadku Pawła, powalonego na ziemię w drodze do Damaszku. Często, w przeciwieństwie do tego, czyni to w zwyczajnej i przekonywującej formie. Takiego rodzaju było zaproszenie skierowane do dwóch uczniów Jana Chrzciciela.

Wielokrotnie Bóg, aby powołać kogoś, korzysta z ludzkiego pośrednictwa: Jan Chrzciciel dla Andrzeja i Jana, Andrzej dla swojego brata Szymona, Filip dla Natanaela. Tak było wtedy…! A dzisiaj? Dziś posługuje się mną, aby powołać Ciebie! Chodź! Zapraszam cię, abyś Go poznał!

To prawda, że nie było łatwo uczniom zrozumieć „logikę” ich Mistrza, lecz w końcu zdali sobie sprawę z tego, że poza Nim nie znaleźliby słów pozwalających zrozumieć i dać siłę dla osiągnięcia tej pełni życia, jaką ukazał im Jezus.

I nie tylko oni. Zacheusz, celnik, tzn. poborca podatków, był urzędnikiem celnym, który pobierał opłaty dla rzymian. W oczach ludzi, był „kolaborantem”, zdrajcą, pogardzanym i znienawidzonym przez „prawdziwych” żydów. Właśnie ten Zacheusz, zdrajca i człowiek nieuczciwy, usłyszał, że Jezus wchodzi do Jerycha. Słyszał, co mówiono o tym człowieku. Poczuł więc silny, wewnętrzny zachwyt: chciałby poznać, albo przynajmniej zobaczyć Jezusa. Zostawia ławę celną i biegnie tam, gdzie tłum ludzi tłoczy się wokół Mistrza. Jest zbyt wiele ludzi a on, niskiego wzrostu, nawet podskakując, nie mógł właściwie nic zobaczyć. Wówczas biegnie bardziej do przodu i wspina się na drzewo. Bogaty, możny i oczywiście znienawidzony Zacheusz usadawia się wśród gałęzi sykomory. To jego wielkie pragnienie spowodowało utratę wszelkiej godności i ośmieszyło go w oczach ludzi. Wszyscy śmieją się z niego i nawet Jezus musiał się uśmiechnąć, lecz następnie wglądając w głębię jego serca, mówi do niego: «Zecheuszu, zejdź, ponieważ dziś muszę zatrzymać się w twoim domu». Zacheusz schodzi i biegnie do domu.

Zwierzchnicy religijni Jerycha i konserwatywni żydzi są zdegustowani, źli i zaskoczeni. Wszyscy szemrają i mówią: «Do grzesznika poszedł w gościnę!». Są obrażeni i sprawiają wrażenie, że nic nie rozumieją. Wszystko na opak: Mesjasz w domu grzeszników!

Ale Jezus zawsze tak robi. Burzy nasz egoistyczny i zakłamany świat, wstrząsa nim i nie zważa na ustanowiony porządek. Obala ustalone wartości, ażeby umieścić na ich miejscu całkowicie nowy porządek społeczny.

Jezus jest w domu Zacheusza i nie mówi mu, aby zostawił żonę, sprzedał dom, rozdał dobytek ubogim i poszedł za nim. Mówi mu tylko: «Dziś zatrzymam się u ciebie».

Jezus powołuje w dwojaki sposób. Bogatemu młodzieńcowi mówi: «Idź, sprzedaj wszystko, co masz i chodź za mną. Nie bierz ze sobą bagaży, nie będą ci potrzebne, ponieważ Ja zatroszczę się o ciebie. Ja będę twoim Dobrem». Natomiast do Zacheusza mówi: «Dziś muszę zatrzymań się w twoim domu». To drugie powołanie nie jest łatwiejsze od pierwszego. Zacheuszowi pokrzyżowało całe jego życie.

Kiedy Jezus mówi, że chce zamieszkać z nami i my przyjmiemy Go do naszego domu, wtedy wiele rzeczy przemieni się w nas i nasz tryb życia radykalnie się zmieni. Kiedy do naszego życia przyjmiemy Jezusa, to On wyswobodzi nas od tego wszystkiego, co nie jest z Boga.

Tylko jedna rzecz ma znaczenie: przyjąć Go! I dlatego trzeba być przygotowanymi i czujnymi: w chwili, w której usłyszysz Jego wezwanie, masz możliwość stania się wolną osobą, zdolną do zadysponowania sobą, aby ofiarować swoje życie na służbę Jego i bliźnich.

«Wierzysz zatem naprawdę, że Bóg nas potrzebuje?»

Przede wszystkim Jezus potrzebował ludzi wokół siebie: dwunastu przyjaciół, wspólnotę, naród. Następnie dokonuje czegoś więcej: przedstawia siebie i Kościół jako winorośl: «Ja jestem prawdziwym krzewem winnym. Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić».

W jego przyjaciołach płynie ta sama krew. Stwierdza: «Ja jestem w was i wy jesteście we mnie». «A to jest znak, aby się rozpoznać: Eucharystia. Jesteśmy tym samym ciałem. W nas płynie ta sama krew. Teraz jesteście moimi rękoma, moimi nogami i moim sercem».

Po ukrzyżowaniu Go, jego nieprzyjaciele uważali: wyeliminowaliśmy Go! Raz na zawsze położyliśmy kamień na Jezusie z Nazaretu. Lecz nie można zabronić wzejść słońcu. Nie można zabronić być żywym Temu, który może pokonać śmierć. Nie można zabronić uczestniczenia w Życiu Temu, który jest źródłem Życia. Nie istnieje nic bardziej żyjącego od Boga. I tamtego ostatniego wieczoru, w Eucharystii, Jezus mówi: «Teraz jesteście mną!». Jezus żyje w nas!

Droga Młodzieży, wy możecie być geniuszami, organizatorami, wynalazcami, sławnymi ludźmi, mężczyznami i kobietami sukcesu… Lecz to wszystko jest niczym, wobec możliwości bycia narzędziem w rękach Boga.

Nie możecie prowadzić życia bezużytecznego, które z każdym dniem coraz bardziej jałowieje. Przeciwnie, możecie przynosić owoce. To jest wasza odpowiedzialność: «Ojciec mój jest tym, który uprawia – wyjaśnia Jezus – Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki Słowu, które wam przekazałem».

Możecie być ustami, poprzez które Bóg kontynuuje przemawiać do ludzi, narzędziami, aby ogłaszać prawdziwą wolność. Możecie być oczyma, które potrafią zobaczyć w mrokach świata, aby następnie wskazać innym obecność Boga i Jego Królestwa. Możecie być uszami, które pośród zgiełku i muzyki iPod potrafią usłyszeć to, co wydaje się już niesłyszalne: głos płaczącego, wzywającego pomocy, wołającego o szacunek i godność. A także proszącego o sprawiedliwość i chleb. Możecie być rękami i nogami, aby wyjść naprzeciw innym, by ich podnieść i postawić na nogi w imieniu Jezusa. Wówczas odkryjecie, że otrzymaliście o wiele więcej, niż potrafiliście dać.

To jest sekretem szczęścia. «Szczęście znajduje się gdzie indziej, tam gdzie się nie domyślacie, mówi Jezus. Jedynie z Bogiem można zbudować szczęście».

Oznajmiła to już młoda żydowska dziewczyna z Nazaretu, Jego matka, zanim On się urodził: «Zaśpiewam moją najpiękniejszą pieśń dla mojego Boga, gdyż On jest potężny. Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego imię jest święte. Jego miłosierdzie pozostanie na zawsze z tymi wszystkimi, którzy Mu służą. Okazał moc swego ramienia, zniweczył pyszniących się i ich zamysły. Strącił władców z tronu i podźwignął z ziemi uciśnionych. Ubogich obdarzył dobrami, a bogatych z niczym odprawił».

Bóg jest po stronie pokonanych, ubogich, znękanych, niewinnych i łagodnych. «Ubodzy są szczęśliwi, radośni, błogosławieni, w pokoju, w zgodności z samymi sobą, ze światem i z Bogiem albowiem mają ręce i serce otwarte, aby przyjąć dary Boże i pokładać ufność w Jego mocy. Błogosławieni ci, którzy mają czyste serce, które nie zna egoizmu, i nie kręci się wokół samego siebie, lecz patrzy na Boga. Błogosławieni ci, którzy budują pokój i walczą o sprawiedliwość».

«Wy jesteście solą ziemi, dlatego możecie powstrzymać zepsucie tego świata. Musicie być płonącymi pochodniami, gdyż jest nadal zbyt wiele ciemności na tym świecie. Jesteście proszeni nie tylko o to, aby nieść światło. Wy musicie być światłem! Wy musicie być płomieniem i aby dać światło, musicie wyniszczyć samych siebie, tak jak pień, który płonie».

Jesteście błogosławieni, jeśli postanawiacie iść z Jezusem, kiedy zgadzacie się na ryzyko, aby przemienić w czyny wasze marzenia; lecz przede wszystkim będziecie szczęśliwi, jeżeli będziecie trwać w Nim a nie tylko będziecie z Nim. Wolni, aby przynosić plon, czyli widzialne wyniki konkretnej miłości, bazującej na prawdzie, poświęceniu, a jeśli konieczne, to i na całkowitej ofierze z życia.

Ostatniego wieczoru, Jezus wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany, tak, jak to robili niewolnicy. Zaraz potem Jezus powiedział: «To, co ja wam uczyniłem, czyńcie to i wy jedni drugim».

Formujcie lud z osób, które się kochają, ażeby patrząc na was, zaczęli wierzyć w Boga.

My jesteśmy nowym ludem. Jesteśmy Bożą Rodziną, my jesteśmy prawdziwą latoroślą, którą Ojciec pielęgnuje z miłością. Otrzymujemy limfę Ducha Świętego od Jezusa i jesteśmy winoroślami, które przynoszą plon… My nazywamy się Benedykt z Norci, Franciszek z Asyżu, Dominik Guzman, Ignacy Loyola, Teresa od Jezusa, Franciszek Salezy, Ksiądz Bosko, Matka Mazzarello, Ksiądz Rua, Dominik Savio, Laura Vicuña, Biskup Versiglia, Kalikst Caravario, Józef Calasanz, Józef Kowalski, Zefiryn Namuncurá, Młodzi Męczennicy z Oratorium z Poznania, Piergiorgio Frassati, Matka Teresa z Kalkuty, Damian de Veuster, Józef Quadrio, Nino Baglieri… My… Jest nas wielu. Jesteśmy Rodziną, która każdego dnia przyjmuje Słowo. Jesteśmy winną latoroślą, która każdego dnia ofiaruje owoce Ducha Świętego.

Przeto chodźcie z podniesioną głową. Wasze życie jest w waszych rękach. Miejcie pełną świadomość waszego życia. Stójcie twardo na nogach, choćby sami, naprzeciw tłumu. Możecie pochylić się tylko przed Bogiem i aby podnieść tych, którzy upadli. Kochajcie Boga z całego serca i osoby, które żyją przy was tak, jak samych siebie.

Kazanie na Górze Jezus zakończył tymi słowami: «Każdego, więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Kto jednak tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki».

Zważajcie dobrze na samych siebie: budujcie wasze życie na skale albo będziecie zniszczeni.

«Księże Pascual, czy Jezus domaga się tego wszystkiego od nas?»

To bardzo łatwo służyć Bogu. Bóg nie jest ciemiężcą. Bóg rozmawia z wami, jak ojciec i przyjaciel.

«Nie wyście mnie wybrali, lecz ja was wybrałem i uczyniłem moimi przyjaciółmi. W ten sposób wasza praca będzie wzrastać i przynosić owoce, które będą trwały wiecznie. Jeżeli pójdziecie drogą, którą wam wskażę – mówi Jezus – zobaczycie, że pięknie jest przynależeć do Boga i że ciężar, którego domaga się od nas wiara, abyśmy go nieśli, nie jest uciążliwy».

Musicie nabrać sił, podnieść się, musicie czuć się osobami wolnymi. Moje przesłanie jest zaproszeniem do świętowania. Wasze życie jest stworzone do świętowania, i my wszyscy idziemy, aby świętować. Przyszłość to radosne świętowanie przyjaciół, i Bóg będzie świętował z nami.

Jezus mówi, że Jego słowo jest zasiane w nas, jak na polu, lecz ludzkie serce jest glebą niełatwą i złożoną, udręczoną przez nieczułość i zduszoną przez cierniste zarośla.

Wy jednak jesteście polem. Jeżeli posłuchacie Słowo, będziecie mogli znaleźć coś drogocennego.

Po pierwsze, przede wszystkim możecie odkryć samych siebie i wtedy znajdziecie w sobie Boga. «Nie musicie obawiać się Boga, ale też nie powinniście czynić nic bez Niego».

On zna nas bardzo dobrze, dokładnie takimi, jakimi jesteśmy. Zna osobliwy świat ciemności i światła, który jest w nas; zna lepiej, niż my sami tę tajemniczą złożoność, jaką jesteśmy.

Wie, do czego jesteśmy zdolni. Niektórzy mogą być rozczarowani, bo mieli pewne zamiary względem nas i mieli dla nas plany, wymarzone. Natomiast Bóg nie czuje się nigdy zawiedziony. Gdyż tym, którego On kocha, jestem ja, taki, jakim jestem obecnie…!

Bóg nie żyje w przyszłości, ani w przeszłości, lecz żyje w teraźniejszości. On jest obecny i widzi mnie w mojej obecnej rzeczywistości.

Także przyjaciele Jezusa myśleli, że musieliby być wielkimi i wpływowymi, aby realizować Królestwo Boże; On natomiast mówi: «Aby być przydatnymi Bogu trzeba, abyście byli prostymi jak dziecko».

Dziecko jest istotą, która ma jeszcze przed sobą swoją przyszłość. Dziecko żyje marzeniami i jest ufne.

Idźcie prosto z podniesionym czołem. Przyszłość jest przed wami  i warto iść jej naprzeciw. Dzieci są bezsilne: to, czego im najbardziej brakuje, to przede wszystkim siła. Jednakże mają ufność. I kiedy wszystko jest w porządku wiedzą, że są kochane.

Mają przed sobą przyszłość. Macie wiele do powiedzenia w waszym życiu i poprzez wasze życie. Słowa pocieszenia, wyzwalające, słowa nadziei, otwarte ku przyszłości. Miejcie odwagę wypowiadać je. Miejcie odwagę bycia tymi, kim jesteście i bądźcie w sposób całkowity: osobami autentycznymi, wolnymi, które zostały powołane.

Nie bójcie się! Idziemy odważnie na drugi brzeg.

Ten ocean niebezpieczeństw i zagrożeń jest naprawdę bardzo wielki, a nasza łódź jest nieduża i słaba. Lecz w naszej łodzi mamy Jezusa, Syna Bożego. Co może budzić w nas trwogę?

Droga młodzieży, kocham was i przyjąłem waszą prośbę, aby pokazać wam Jezusa. Zaprowadziłem was do Niego i mogliście Go ujrzeć. Mam nadzieję, że teraz będziecie mogli wyznać, jak uczniowie Jana Chrzciciela: «Znaleźliśmy Chrystusa», i starajcie się, aby zaprowadzić innych do Jezusa.

Kończę, pozostawiając wam modlitwę Kardynała Newmana. Uczyńcie ją waszą osobistą i zróbcie z niej program waszego życia.

W RĘCE TWOJE

W ręce Twoje, Panie, oddaję się całkowicie.
Stworzyłeś mnie dla Siebie.
Nie chcę dłużej myśleć o sobie,
lecz jedynie iść za Tobą.

Panie, co chcesz, abym czynił?
Pozwól mi iść razem z Tobą tą samą drogą,
czy w radości, czy w udręce,
chcę Ci stale towarzyszyć.

Składam Ci w ofierze pragnienia, przyjemności,
zamiary, myśli i słabości,
które mnie trzymają daleko od Ciebie
i naginają wciąż ku sobie samemu.

Zrób ze mną, co Ty sam chcesz!
Nie targuję się z Tobą.
Nie chcę naprzód wiedzieć,
jakie są Twoje względem mnie zamiary,
chcę być tym, czym Ty chcesz, żebym był.

Nie mówię: „Będę podążał za Tobą, dokądkolwiek Ty pójdziesz!”
gdyż jestem słaby,
lecz cały poświęcam się Tobie, abyś Ty mnie prowadził.
Chcę iść za Tobą w ciemności,
nie proszę Cię o więcej, jak tylko o niezbędną siłę.

Panie, spraw, abym każdą sprawę przedstawiał Tobie,
i we wszystkich moich decyzjach,
zabiegał o to, co się Tobie podoba,
i o Twoje błogosławieństwo
dla wszystkich moich czynów.

Tak jak zegar słoneczny nie wskazuje godziny
jeśli nie ma słońca,
tak też ja chcę być kierowany przez Ciebie:
zechciej Ty prowadzić mnie i posłużyć się mną.
Panie Jezu, niech tak się stanie!

(Kard. J.H. NEWMAN)

Z wyrazami serdeczności i wielkim szacunkiem.

Rzym, 31 stycznia 2010

Don Pascual Chávez V., SDB
Przełożony Generalny