Błogosławieństwa w Giovane Provveduto

Każdy, kto chce uchwycić metodę i cel wychowania realizowane przez księdza Jana Bosko, powinien zapoznać się z trzeba pismami (seriami pism), jakie powstały w ważnych momentach jego życia. U początków jego doświadczeń wychowawczych powstała książka dla młodzieży Giovane Provveduto (1847 r.), którą śmiało możemy określić jako salezjańskie Kazanie na Górze. W okresie pełnej dojrzałości ks. Bosko napisał trylogię biograficzną, czyli życiorysy wychowanków: Dominika Savio (1859 r.), Michała Magone (1861) i Franciszka Besucco (1864). Na ich przykładzie chciał pokazać możliwe owoce łaski Bożej i salezjańskiej pracy wychowawczej. Z ostatnich lat życia turyńskiego wychowawcy pozostały nam dwa istotne pisma: Traktat o systemie uprzedzającym (1877) oraz List z Rzymu (1888) streszczające i ilustrujące zasady do użytku wychowawców salezjańskich w świetle jego czterdziestoletniego doświadczenia.

 

Dziś przyjrzymy się pierwszej części Giovane Provveduto (polskie tłumaczenie Młodzieniec pouczony (zaopatrzony) o praktyce swoich obowiązków i chrześcijańskich praktyk pobożnych). Ksiądz Bosko miał wówczas 32 lata. Od sześciu lat był kapłanem, a chłopcami zajmował się w pełnym wymiarze od zaledwie trzech lat.

Odnoszę wrażenie, że Błogosławieństwa przedstawione w pierwszej części tej książki, są mało znane w środowisku salezjańskich wychowawców. Znając realia ówczesnych czasów, trzeba przyznać, że są owe Błogosławieństwa wypowiedziane do młodzieży na pierwszych stronach Giovane Provveduto były ciekawym pomysłem księdza Bosko. Były próbą połączenia wiary w Boga ze szczęściem, życia chrześcijańskiego i radości, wierności Chrystusowi i udanej przyszłości. Wydaje się, że ks. Bosko chciał w ten sposób rozbić nieszczęśliwe połączenie (utożsamienie) chrześcijaństwo = smutek, które łaziło, i z pewnością nadal łazi, po głowach wielu ludzi. Przyjrzyjmy się owym błogosławieństwom podawanym przez ks. Bosko swoim wychowankom, aby ich przekonać, że wiara i radość wzajemnie się uzupełniają.

 

BŁOGOSŁAWIENI JESTEŚCIE WY, MŁODZI, PONIEWAŻ BÓG SZCZEGÓLNIE WAS MIŁUJE I KIERUJE WAS KU SZCZĘŚCIU.

Kim byli ci młodzi, którzy jako pierwsi byli odbiorcami tych słów w Turynie? W większości byli to dorastający chłopcy (teenagers), przychodzący dużymi grupami do świetlicy oratoryjnej w niedzielę lub na kursy wieczorowe, kamieniarze, murarze, cieśle – jak opisał ich we Wspomnieniach Oratorium sam ks. Bosko. To chłopcy, niekiedy sieroty, którzy przybyli z oddalonych wiosek; których noga nie stanęła dawno w kościele; pozbawieni przyjaciół i poczucia bezpieczeństwa. Ubodzy w wymiarze materialnym i kulturowym, prości i w wielu przypadkach całkowicie opuszczeni. I usłyszeli od niedużego wzrostem księdza Jana: „Oczywiście Bóg kocha wszystkich ludzi, którzy są dziełem Jego rąk, ale zupełnie szczególnym uczuciem darzy On młodzież, znajdując w niej swoją rozkosz (Prz 8, 31). Tak, wy jesteście rozkoszą i miłością Boga, który was stworzył. On was kocha, ponieważ wy macie przed sobą do wykonania tyle dobrych czynów (w grę wchodzi cała przyszłość!); On was kocha, ponieważ wasz okres życia jest wiekiem prostoty, pokory, niewinności…”.

Myślę, że szybko pojawiła się trudność, w jaki sposób pokazać tej młodzieży konkretność owej miłości Boga, która wydaje się taka nieokreślona, nieodczuwalna w bezpośrednim doświadczeniu?

Uzasadnienie ks. Bosko jest proste. W Jezusie Bóg przybliżył się do każdego człowieka. Jezus uzdrawiał, przytulał, karmił, pocieszał. Ale w XIX wieku w Turynie młodzi robotnicy nie mieli obok Jezusa, który ich nakarmi, nauczy czytać i pisać, uzdrowi z choroby. Mieli natomiast zmaterializowaną miłość Bożą w ciele i duszy księdza Jana. Dlatego mógł on napisać: „Chłopcy, kocham was z całego serca, i wystarczy, że jesteście młodzi, abym was bardzo kochał. Mogę was zapewnić, że znajdziecie wiele książek napisanych dla was przez ludzi o wiele bardziej cnotliwych i bardziej uczonych niż ja; jednak z trudem znajdziecie kogoś, kto was bardziej ode mnie kocha w Jezusie Chrystusie, i kto bardziej niż ja pragnie waszego prawdziwego szczęścia”.

Z tej deklaracji i tego uczucia rodziło się działanie. Uczył czytać i pisać, założył noclegownię (dom), zbierał fundusze na zakup żywności, walczył o to, by szanowano ich prawa w pracy. Żywy obraz Bożej miłości wobec ludzi młodych – błogosławionych ze względu na swój wiek.

 

BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY WYBIERAJĄ BOGA I SŁUŻĄ MU, PONIEWAŻ ONI OTRZYMUJĄ RADOŚĆ W OBFITOŚCI.

„Starajcie się służyć Panu, a zobaczycie, jak szczęśliwe będzie wasze serce (…). Odwagi, chłopcy, oddajcie się z chęcią życiu według cnót, a zapewniam was, że serce wasze będzie stale radosne i zadowolone, i że poznacie jak słodko jest służyć Panu”.

W przekonaniu księdza Bosko prawdziwa radość rodzi się z pokoju w sercu i ze spokojnego sumienia. Jest on, można tak chyba powiedzieć, przejawem życia w łasce, i jako taka ma również wartość teologiczną.

Tak rozumiana radość wychodzi naprzeciw naturalnej żywiołowości dorastającego człowieka. Próbuje tę żywiołowość zdynamizować również na poziomie duchowym, wzmocnić, by stała się widzialnym znakiem radości, jakiej Bóg potrafi udzielić człowiekowi. W takiej perspektywie, również ciało jest powołane, by wyśpiewywać rozpierającą młodego człowieka radość. Dlatego tak dużo było skakania, biegania, hałasowania i zabaw na podwórku oratoryjnym. Z tego względu musiał się znaleźć w oratorium teatr, muzyka, lepsze posiłki w dni świąteczne: „Kiedy się bawicie, rozmawiacie lub praktykujecie jakąś inną rozrywkę, wznieście czasami swoją myśl ku Panu, ofiarując Mu te właśnie zabawy dla Jego większej czci i Jego większej chwały”.

Proponowana przez turyńskiego wychowawcę radość ma tę zaletę, że nie znika zbyt szybko w chwilach trudnych. Można jest doświadczyć w chwilach cierpienia, ponieważ jej źródło jest głęboko ukryte w spokojnym i czystym sumieniu. Później tę myśl zobrazuje ksiądz Bosko na przykładzie kilku swoich wychowanków – Dominika Savio i Franciszka Besucco: „Widzimy, że ci, którzy żyją w łasce Bożej, są stale radośni i mają serca pełne zadowolenia również w doświadczeniach”.

 

O pozostałych błogosławieństwach napiszę nieco później. 🙂

by Karol Kliszcz on Sunday, October 16, 2011 at 4:51pm