Byli młodymi ludźmi. Stali się ofiarami okrutnej nienawiści, skazani absurdalnym wyrokiem za domniemane winy na najwyższy wymiar kary, Sposób jej wykonania – przez zgilotynowanie – też wydaje się absurdalny, anachroniczny, ale śmierć była rzeczywista i pewna. Chłopcy z salezjańskiego Oratorium w Poznaniu. W ich życiu miało się jednak okazać, że „cenna jest przed Panem śmierć Jego wyznawców” (ps 116).

Chłopcy kształtowali swe charaktery zgodnie ze wskazaniami św. Jana Bosko – jako cel stawiano sobie wychowanie młodzieży na „dobrych chrześcijan i uczciwych obywateli”. W braterskiej wspólnocie oratoryjnej, gdzie panowała dobra atmosfera przyjaźni między wychowawcami i chłopcami, przywiązywano zasadniczą wagę do realizacji wymagań ewangelicznych i coraz doskonalszego naśladowania Chrystusa w duchu Ośmiu Błogosławieństw. 

List z 24.08.1942 a - spod gilotynyNiesamowitym świadectwem ich chrześcijańskiej dojrzałości są tzw. „listy spod gilotyny”, czyli ostatnie pisma pożegnalne skierowane do rodzin. Oto jeden z nich, napisany przez Edwarda Klinika:

Najukochańsi Rodzice! Mamuńciu, Tato, Marysiu, Heńku!

Dziwne są wyroki Boże, lecz musimy się zawsze z nimi pogodzić, gdyż wszystko to jest dla dobra naszej duszy. Moi kochani, dziwna jest wola Jezusa, że zabiera mnie już w tak młodym wieku do siebie, lecz jakże szczęśliwa będzie dla mnie ta chwila, w której będę miał opuścić tę ziemię. Jakże mogę się cieszyć, że odchodzę do Pana i mojej Matuchny Najświętszej zaopatrzony Ciałem Jezusa. Do ostatniej chwili Maryja była mi Matką. Teraz kiedy Ty Mamuńciu nie będziesz mnie miała weź Jezusa Matko, oto syn Twój. Kochana Mamuńciu dziękuję Tobie serdecznie za ostatnie błogosławieństwo i modlitwy. Pocztówkę odebrałem. Moi kochani nie rozpaczajcie nade mną i nie płaczcie, gdyż ja jestem już z Jezusem i Maryją. Do ostatniej chwili z moją silną wiarą w sercu idę spokojnie do wieczności, gdyż nie wiadomo co by mnie tutaj na ziemi czekało. Was proszę moi kochani o modlitwę za moją grzeszną duszę, proszę Was o przebaczenie mych grzechów młodości. Ściska Was i całuje z całego serca i z całej duszy Was zawsze kochający Syn i brat Edzio. Do zobaczenia się w niebie z Matuchną Jezusem i św. J. Bosko. Ja zrozumiałem moje życie dokładnie, poznałem powołanie życiowe i cieszę się, że w niebie się odwdzięczę. Wasz Edziu.

ZOBACZ FILM

POSŁUCHAJ PIOSENKI

„Jest w tym wielki dramat, a jednocześnie także piękno i światło bijące od tych chłopaków. Prawdziwa przyjaźń, mocne koleżeństwo i takie zwykłe, naturalne piękno, jakie się w człowieku wytwarza zawsze wtedy, kiedy jeden z drugim się lubi. I to jest niesamowicie fascynujące i ujmujące, że chłopaki z Piątki byli właśnie tacy do samego końca Ten duch, ta radość, która jest cechą prawdziwego wychowania salezjańskiego, to ich podtrzymywało w trudnych chwilach Któryś ze współwięźniów powiedział im nawet: wam to jest chyba dobrze w więzieniu. Czyli, że musiało być między nimi coś, co trudno logicznie wytłumaczyć – bo i fatalne warunki pobytu – bicie, głód, robactwo – a oni zamiast rozpaczać, promieniowali na zewnątrz swoją radością życia” – to opinia Artura Piotrowskiego, wychowanka salezjańskiego duszpasterstwa akademickiego, reżysera trzech widowisk plenerowych o Poznańskie Piątce, a także monumentalnych misteriów Męki Pańskiej, który w historii chłopców z Wronieckiej dostrzega niezwykły potencjał filmowy 🙂 Mamy nadzieję, że taki fabularny film powstanie!

A jeśli masz dłuższą chwilę, to przeczytaj tekst. Życie świętych jest po to, aby ich naśladować.