KOCHANI

Niedawno obchodziliśmy dwusetną rocznicę narodzin naszego Ojca i Nauczyciela i na pewno słyszeliśmy o nim już dużo. Jeśli mielibyśmy opisać go jednym zdaniem, jakie by ono było? Według mnie brzmiałoby tak: „czynić wszystko na chwałę Pana Boga i dla zbawienia dusz”. To zdanie powtarza się jak refren w ustach tych, którzy dali o Księdzu Bosko świadectwo podczas procesu beatyfikacyjnego a później kanonizacyjnego (ich wypowiedzi znajdują się w „Positio”). Czy znam Księdza Bosko, czy też staram się żyć tak jak on? Na pewno on tego chce i do tego cię zachęca. Tak więc zapytajmy się, czy czynimy wszystko na chwałę Pana Boga i dla zbawienia dusz? Czy w tym co robię, o czym myślę, w słowach w których wypowiadam nie szukam czasami bardziej siebie? By ktoś mnie zauważył, szanował?

Ksiądz Bosko to człowiek głęboko zjednoczony z Bogiem. Dlatego, jego dzieło wychowawcze przyniosło tak wielki plon i rozrosło się na wszystkie kontynenty. Ksiądz Bosko w każdej chwili starał się żyć w obecności Pana Boga. Wiele osób które z nim rozmawiały, nawet o drobnych i błahych sprawach, wychodząc od niego, czuły że się modlą… Ksiądz Bosko zaprasza mnie, do przeżywania każdej mojej chwili w Bożej obecności. A przez to, by przemieniać i promieniować miłością samego Pana Jezusa. Jak bardzo on mu ufał… Jak bardzo ufał Maryi i jak często prosił ją o pomoc. Nazwał ją nawet ekonomką dzieł, których się podjął. Rozpoczął ich budowę bez pieniędzy, ale z wielką ufnością w Bożą Opatrzność, mówiąc, że jeśli coś jest planem Pana Boga, to o środki materialne nie należy się troszczyć. Prędzej czy później się znajdą… I tak rzeczywiście było. Czy ja również tak ufam Panu Bogu? Czy zapraszam Maryję do realizowania mojego powołania?

Ksiądz Bosko używał swojego sprytu do przybliżania innych do Boga, ale też i by pomagać najmniejszym, szczególnie biednym i opuszczonym. Kiedy to czynił? Przy każdej okazji. Mówi o tym jedno ze wspomnień:

„Jechałem do Turynu omnibusem słysząc jak dorożkarz wśród soczystych przekleństw bił konia.
– Czy mógłbym usiąść obok szanownego pana? –zapytałem.
– Jeśli tylko tyle, proszę bardzo. A może ksiądz chciałby się szybciej dostać do Turynu?
– Dobrze!
– Wio! wiśta! I począł uderzać batem konie i przeklinać.
– Nie, tego nie chciałem od pana! Nie zależy mi na tym kwadransie, lecz pragnąłbym bardzo, by pan nie przeklinał. Czy obieca mi to pan?
– Ach, jeśli o to idzie, proszę być pewnym, że nie będę więcej przeklinał. Jestem człowiekiem honorowym!
– Dobrze, jaką chce pan nagrodę?
– Nic. Rozumiem, że nie powinienem przeklinać.
Gdy nalegałem. Zaproponował napiwek cztery soldy, ja zaś postawiłem dwadzieścia, z tym że za każde przekleństwo odejmę cztery soldy. W tej chwili koń potknął i osypały się nowe przekleństwa. Ja go upominam, a on uderzając się w usta powiedział:
– ach, jaka ze mnie bestia, znowu tracę głowę.
– Proszę się nie gniewać. Ma pan szesnaście soldów.
– Chyba z tego nałogu nie zdołam się poprawić. Niebawem nowe uderzenia i znów przekleństwa.
– Dwanaście soldów przyjacielu.
– Niemożliwe – mruczał gniewnie woźnica – doprawdy jestem podły,
nie umiem zapanować nad sobą. Przez ten brzydki nałóg straciłem już osiem soldów.
– Przyjacielu, nie trzeba się zrażać z tego powodu, raczej żałować z tego powodu, że się obraziło Boga.
– Oh! Tak! Rozumiem, źle postępuję. W sobotę pójdę do spowiedzi. Czy ksiądz jest z Turynu?
– Tak, z Oratorium św. Franciszka Salezego.
– Dobrze, przyjdę do księdza do spowiedzi. Czy mogę prosić o nazwisko?
– Ksiądz Bosko.
– Dobrze, zatem zobaczymy się. Nowy grad przekleństw, tak iż zostało mu tylko cztery soldy.
Przy pożegnaniu wręczyłem mu dwadzieścia w nagrodę za to, że zrobił wysiłek, by nie przeklinać. Rozstaliśmy się w przyjaźni. W sobotę przyszedł o czwartej wmieszany w tłum chłopców. Gdy przyszła kolej na niego spytał:
– Czy ksiądz mnie poznaje? Starałem się poprawić z przeklinania, zadałem sobie nawet pokutę. Zdarzyło to się jeszcze parę razy, nie chcę do tego więcej wracać.
Wielu innych ludzi opowiadało później księdzu Rua o swym szczęśliwym spotkaniu z Księdzem Bosko, który ich pojednał z Panem Bogiem.” (MB III,7)

Niesamowite, że Ksiądz Bosko, do końca kochał wszystkich których pan Bóg postawił przy nim i im błogosławił. Kilka dni przed swoją śmiercią, prawa strona Księdza Bosko była sparaliżowana. Kontynuował on jednak wszystkich błogosławić tak jak mógł, to jest lewą ręką.

Wiele snów Księdza Bosko ukazuje jego wysiłek i walkę na rzecz ludzi młodych. Kto wie, czy nie widział w nich również i ciebie? Czy dostrzegasz jak się do ciebie uśmiecha? Jak podaje ci swoją dłoń i zaprasza do współpracy?

JohnBosco-4

(opracowanie T.H.)

Ściągnij również Przesłanie ks. Generała do młodzieży