Aleksandra Żórawik, SDA MOST


Jeśli wydaje Wam się, że nie da się przeżyć dwóch tygodni w miejscu, gdzie codziennie na (wypadające często jeszcze przed wschodem słońca) śniadanie serwują kanapki z pasztetem i cebulą, obiad je się na kolację, a z cywilizacją kontaktu nie ma prawie wcale, bo Internet – jeśli już jest – to donoszony jest w wiadrach, to macie rację – wydaje Wam się. Dobiegł właśnie końca 33. Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola w Białym Dunajcu, a wszyscy spośród ponad 600 jego uczestników są na to najlepszym dowodem. Nie tylko przeżyli i wrócili bezpiecznie do domów, ale będą niewątpliwie z rozrzewnieniem i nostalgią wspominać czas wrześniowego wędrowania po tatrzańskich szlakach. Zresztą zapewne jak wszyscy, którzy kiedykolwiek posmakowali białodunajeckiej przygody i zrozumieli sens jej „legendarności”.

14289965_1023122821142809_6144082401778804467_o
Plan obozu w znaczącej części jest od lat niezmienny i wszystkim znany. Uczestnicy i pogoda są co roku nieodmiennie zagadką i wyzwaniem. To połączenie przeciwieństw w jednym obozie sprawia, że każda z edycji jest jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. Także w tym roku Obóz zaznaczył się w pamięci uczestników zapewne wieloma charakterystycznymi rysami.

Niewątpliwym błogosławieństwem całego tego czasu była cudowna pogoda, która opuściła Biały Dunajec jedynie na dwa krótkie obozowe dni, a przez wszystkie pozostałe napawała optymizmem i motywowała do zdobywania kolejnych szczytów. Jednocześnie przyczyniła się do poprawy bezpieczeństwa na szlakach, które w tych dniach zatłoczone były rozlicznymi grupami obozowiczów, gdyż doprawdy ciężko usiedzieć w chacie, gdy rozgrzewająca radość zalewa wszystko wokół i dosłownie wyrywa z kapci i domowych klimatów.

14305376_1023141811140910_554041697192466016_o
Jednak tym, co najbardziej przyczynia się do łez wzruszenia przy pożegnaniu, jest niesamowita atmosfera tworzona przez samych uczestników. Ciepło serca, bezinteresowna pomoc, dobro okazane bez powodu i bez oczekiwania na rewanż, radosny uśmiech, szczere słowa, wspólnie pokonywane trudności i odnoszone sukcesy tworzą przyjaźnie na długie lata, a te niewątpliwie przydadzą się zwłaszcza tym, którzy właśnie zaczynają swoją przygodę ze studiowaniem. Więc choć to pożegnanie tylko na chwilę, bo już w październiku większość obozowiczów pojawi się – tym razem już „stacjonarnie” – w swoich duszpasterstwach, to i tak ciężko było się rozstać z tym wszystkim, co tworzyło Obóz.

Święty Franciszek z Asyżu powiedział: „Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił Słońce”. Radości tej na pewno nie brakowało na tym Obozie. Szczególnie intensywnie opalali się w jej blasku mieszkańcy chaty S.D.A. Most. Niegasnący i zaraźliwy optymizm uczestników oraz wytrwałość kadry zbudowały radosną atmosferę, wspieraną jeszcze przez mniejsze i większe sukcesy jak zwycięstwo na Festiwalu Piosenki Wszelakiej, zdobyty komplet punktów w Biegu Otrzęsinowym, a nawet szybko dla naszej chaty zakończony, ale bardzo radośnie dopingowany międzyduszpasterski mecz siatkówki. Bo przecież w tym wszystkim bardziej niż zwycięstwo liczyła się dobra i wspólna zabawa.

Galeria zdjęć Małgosi jest dostępna w tym linku.