Od 9 do 11 października 2009r. we wrocławskiej parafii pod wezwaniem Św. Michała Archanioła odbyła się kolejna już oratoriada, czyli formacyjne spotkanie animatorów. Hasłem pierwszego w tym roku szkolnym zjazdu było „Oratorium jako boisko”.

Młodzi wraz z księżmi i klerykami przybywali z różnych zakątków inspektorii, dlatego pojawiliśmy się w innych odstępach czasowych. Zapisy, rozlokowanie w salach i krótki odpoczynek oraz kolacja. Około godziny 19 w sali gimnastycznej odbyło się oficjalne powitanie, którego dokonał ks. Mirek. Zaśpiewaliśmy kilka salezjańskich piosenek, po czym udaliśmy się do przepięknego gotyckiego kościoła na „relaks” dla duszy, czyli nabożeństwo z okazją do spowiedzi. Przygotowując się modlitwy, mięliśmy okazję podziwiać wnętrze świątyni, które większość z nas zadziwiła. Ogromne witraże i kolosalna budowla zrobiły na nas olbrzymi wrażenie. Podczas spowiedzi świętej, do której przystąpiła większość z nas, prowadzony był różaniec, przeplatany ciekawie interpretowanymi muzycznie pieśniami. Każdą dziesiątkę odmawialiśmy w inny sposób, m.in. poprzez śpiew czy w języku łacińskim. Po nabożeństwie udaliśmy się z powrotem do szkoły, gdzie była możliwość zagrania meczu siatkarskiego. Powoli układaliśmy się do snu.

Kolejny drugi już dzień (sobota) zapowiadał się niezwykle interesująco, tym bardziej, że w programie mogliśmy dostrzec zapis „niespodzianka”. Tradycyjnie jednak rozpoczęliśmy poranną modlitwą na boisku szkolnym. Ranek przywitał nas chłodem i zachmurzonym niebem, jednak salezjańska młodzież zawsze sobie radzi, więc rozgrzaliśmy się śpiewem i tańcem, a wszystko to poprzedziła jeszcze krótka przebieżka wokół boiskaJ. Po małych ogłoszeniach pierwsza tura udała się na śniadanie, druga natomiast została tajemniczo wezwana do sali gimnastycznej. Właśnie tutaj rozpoczęło się wprowadzenie do ‘niespodzianki’. Kleryk Robert tłumaczył zasady… gry miejskiej. O tym jednak trochę później. Kiedy każdy z nas zjadł już najważniejszy posiłek dnia, udaliśmy się do auli, gdzie odbyła się konferencja. Wykład dotyczący roli boiska w życiu i pracy ks. Bosco, poprowadził ks. Piotr z Tarnowskich Gór. Ciekawym opowieściom towarzyszyła prezentacja multimedialna. Ks. Lorek zaznaczył jak ważna jest proporcja między zabawą a modlitwą w naszych oratoriach. Mówił także o boisku pełnym salezjańskiej spontaniczności (Sta allegro! – mówił ks. Bosco J) oraz o podwórku jako spotkaniu z Bogiem. Ważne w życiu i pracy animatora jest to, aby zabawa i szaleństwo nie odciągało od kościoła i zajęć formacyjnych, bo gdy nie ma modlitwy oratorium staje się rekreatorium, a przecież nie o to chodzi w dziele św. Jana Bosco. Na koniec wspomniał także o naszej postawie na boisku, bowiem „wychowanie salezjańskie wymaga od animatorów rozwoju fizycznego, dbania o swoją cielesność i pielęgnowania kultury fizycznej”. Po skończonej konferencji udaliśmy się na pracę w grupach. Każdy zespół znalazł własne miejsce do pracy i przez około godzinę wymienialiśmy się doświadczeniami z naszych oratoriów. Opowiadaliśmy m.in. o tym jakie zajęcia rekreacyjne proponujemy, jaka jest postawa salezjanów, wychowawców czy animatorów w czasie zabawy oraz porównywaliśmy proporcje pomiędzy modlitwą a rekreacją. Zwieńczeniem naszych owocnych dyskusji był plakat lub scenka rodzajowa na temat: „Tworzymy własne podwórko, w którym chcielibyśmy żyć”. Po skończonej pracy, wróciliśmy do auli, aby zaprezentować swoje dzieła. Nie obyło się oczywiście bez śmiechu i żartów, ale cel jak zwykle został osiągnięty. Następnym punktem programu była Msza święta. Odprawił ją i kazanie wygłosił ks. Turański – radca regionalny. Mówił on o roli animatora w obecnym świecie oraz o tym, jak ważny jest Bóg w życiu całej młodzieży. Po skończonej Eucharystii zjedliśmy obiad i rozpoczęła się niespodzianka! Drużyny wraz z ekwipunkiem (w postaci koperty z regulaminem, wskazówkami i mapą) udały się w stronę Ostrowa Tumskiego – najstarszej części Wrocławia. Rozpoczęła się II Wojna Światowa. W znajdującym się pod zaborami niemieckimi (ówcześnie) Festung Breslau do niewoli zostali zabrani polscy lotnicy, którzy próbowali się przygotować do szturmu. Mamy jedyną i niepowtarzalną okazję ich uratować, odczytując tajemniczy szyfr. Jeśli nie zrobimy tego w wyznaczonym czasie, wykonana zostanie egzekucja… Brzmi bardzo interesująco, ale zabawa była jeszcze lepsza. W różnych częściach Ostrowa czekały na nas rozmaite zadania do wykonania. Było to m.in. napisanie listu miłosnego do dziewczyny idącego na wojnę żołnierza [mile widziana kreatywność], rozpoznanie smaku jakiegoś produktu spożywczego, podanie nazw statków przepływających przez Odrę w danym porcie, znalezienie kłódki ze swoim imieniem na moście Tumskim czy odpowiedź na związane z II Wojną Światową pytanie (np. ile dni trwało Powstanie Warszawskie?). Jak widać roboty dużo, a czas ograniczony, mieliśmy bowiem na to tylko dwie godziny(!). Każde poprawne rozwiązanie dawało nam karty z szyfrogramem, pieniądze lub karty bitew. Musieliśmy być jednak bardzo czujni, gdyż na każdym kroku czaił się… oficer gestapo! To właśnie jemu – kiedy zostaliśmy złapani – musieliśmy oddać nasze zdobycze. Zabawy było co niemiara, a najlepsze jest to, że wielu z nas podeszło do gry całkiem poważnie i z ogromnym zaangażowaniem. 17.05 – godzina, która decydowała o dodatkowych lub ujemnych punktach. Właśnie wtedy mieliśmy się stawić w oratorium przy ul. Prusa. Wielu się to udało, jednak niewiele drużyn zebrało potrzebny do odczytania hasła szyfr… Ale liczyła się przede wszystkim dobra zabawa. Owszem, było wręcz genialnie. Kiedy wszyscy już przybyli, podzieleni na grupki udaliśmy się aby zażyć kąpieli. Ludzie o dobrym sercu przyjęli nas do swoich domów za co składamy im serdeczne Bóg zapłać. Każdy z nas docenił wodę i zauważył jak ważna to substancja… J Następnie zjedliśmy kolację i poszliśmy na próbę: chóru  – prowadzoną przez brata Karola, czy ogólnego śpiewu – za co odpowiadał kleryk Robert. Po wspólnym śpiewie odbyły się tańce integracyjne. Wśród salezjańskich animatorów zniknęło zmęczenie związane z zabawą, a pojawiła się nowa siła i chęć zabawy! Kilka tańców ożywiło wszystkich, a kolejny punkt programu każdy mógł wybrać według własnego uznania. Była możliwość obejrzenia meczu piłki nożnej Polska – Czechy (0:2…), rozegrania własnego spotkania w siatkówkę oraz „Wrocław by night”, czyli nocny spacer, po przepięknie oświetlonym Wrocławiu. Około godziny 23 pomodliliśmy się wspólnie, a brat Karol wygłosił wieczorne słówko. Po północy zgasły wszystkie światła…

Niedziela była ostatnim dniem naszego spotkania. Wstaliśmy dość wcześnie i oczywiście dzień jak co dzień rozpoczął się modlitwą. Potem zjedliśmy pożywne śniadanie (w dwóch turach) i udaliśmy się do kościoła na niedzielną mszę świętą. Chwila próby śpiewu i już rozpoczęła się Eucharystia, którą odprawił i homilię wygłosił ks. Dariusz Szyszka. W słowie do zebranych odwołał się do osoby papieża Jana Pawła II w związku z odbywającym się Dniem Papieskim. Całą mszę uświetnił piękny śpiew naszego chóru oraz salezjańskiej wspólnoty. Ogromna ilość osób przystąpiła do Komunii Św. co mogło tylko cieszyć. Po Eucharystii udaliśmy się do sal, aby wykonać ostatnie porządki. Zakończenie odbyło się w auli, gdzie podsumowaliśmy grę miejską i zostaliśmy poinformowani o kolejnych salezjańskich imprezach. Jeszcze tylko wspólne zdjęcie przed kościołem i… spotkanie nieuchronnie zbliżało się ku końcowi. Żegnaliśmy się szczerze z nadzieją spotkania na kolejnej oratoriadzie, która ma się odbyć już w grudniu. Zatem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko odliczać dni do spotkania się w tym, a może i większym gronie.

Wrocławska oratoriada, jak każda poprzednia, miała swój swoisty klimat. Każdy z obecnych tam animatorów z pewnością wyniósł coś nowego i ważnego dla siebie. Stał się także bogatszy o kilka nowych doświadczeń i znajomości. Umocnieni w duchu ks. Bosco bierzemy się teraz mocno do pracy, zarówno w nauce jak i działaniu w naszych oratoriach… zatem: Don Bosco ole!

MB