REKOLEKCJE  /28.05 – 01.06.2010/

1 Dzień /28.05.2010/
Prenowicjusze z Inspektorii Wrocławskiej spotkali się już o 12:15 w inspektoracie. Wraz z ks. Dariuszem Szyszką wyjechaliśmy na wyczekiwane od dawna rekolekcje. Podróż była długa i męcząca. Stan Polskich dróg nie pomógł nam w podróży. W Częstochowie byliśmy o godzinie 16:30. Pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmy nie była żadna placówka salezjańska, ale oczywiście Jasna Góra. Byliśmy w kaplicy cudownego obrazu i pewien czas spędziliśmy na modlitwie. Następnym punktem p

rogramu była kolacja. Ten czas posłużył nam nie tylko na napełnienie brzuchów, ale również na zapoznanie sie z prenowicjuszami z innych inspektorki. Po posiłku wszyscy zebraliśmy sie na pogodnym wieczorze, gdzie mogliśmy pośpiewać i lepiej się zapoznać. Ks. Dariusz wygłosił krótką i treściwą konferencję co zostało podsumowane filmem z nowicjatu, w którym Ks. Jerzy Mikuła przedstawił nam zarys funkcjonowania nowicjatu. Wieczór zakończyliśmy modlitwą, a słówko na dobranoc wygłosił Ks. Inspektor Bolesław Kaźmierczak.

2 Dzień /29.05.2010/Dzień zaczęliśmy zgodnie z planem o godzinie 7:00. Modlitwy poranne i  śniadanie dały nam siły na kontynuowanie dalszego planu dnia. Ks. Inspektor Sławomir Łubian najpierw wygłosił nam konferencję, a później odprawił mszę świętą. Gdy wszyscy poczuli już głód jasne już było, że zbliża się oczekiwany obiad. Posiłki była I klasa i na brak jedzenia nie mogliśmy narzekać. Po posiłku nadszedł czas spożytkowania tego co zostało zjedzone. Jedni grali w piłkę nożną, a drudzy w piłkę siatkową. Po zakończeniu rozgrywek wspólnie odmówiliśmy Koroną do miłosierdzia Bożego. Po szybkim umyciu się spotkaliśmy się na warsztatach psychologicznych prowadzonych przez ks. Klaudiusza Sobonia. Owe warsztaty pomogły nam w lepszym zapoznaniu się. Następnym punktem programowym była kolacja i wyjście na Jasną Górę. Mieliśmy okazję uczestniczyć w apelu Jasno Górskim, co było dla nas ważnym przeżyciem. Po powrocie do ośrodku SOWA (Salezjański Ośrodek Wychowania i Animacji)wszyscy poszli spać. Ten dzień pomógł nam lepiej POZNAĆ Jezusa.

3 Dzień /30.05.2010/
Następny dzień zaczęliśmy tradycyjnie modlitwą i śniadaniem. O 8:30 wyjechaliśmy do Kopca gdzie znajduje się nowicjat salezjański. Zostaliśmy radośnie przywitani i zaproszeni na pyszny poczęstunek. Mistrz Nowicjatu Ks. Jerzy Mikuła zaprosił prenowicjuszy na krótkie spotkanie, gdzie mogliśmy się dowiedzieć czegoś więcej na temat nowicjatu. Następnie uczestniczyliśmy we mszy świętej w kopieckiej kaplicy. Obiad dał nam siły, aby zmierzyć się z nowicjuszami w meczu piłki nożnej. Sparing dostarczył nam wielu emocji i radości. Ostatnim wydarzeniem w Kopcu było spotkanie z nowicjuszami, których mogliśmy się pytać o rzeczy związane z nowicjatem. Po przyjeździe do Częstochowy po raz kolejny nawiedziliśmy kuchnięJ. Wieczorem odbyło sie nabożeństwo pokutne i możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. I tak skończyliśmy kolejny dzieńnaszych rekolekcji. Pobyt w nowicjacie i inne punkty programu pomogły nam POKOCHAĆ Jezusa.

4 Dzień /31.05.2010/
I ten poranek nie różnił się od poprzednich. Po standardowych porannych czynnościach znowu warsztaty miał z nami ks. Klaudiusz Soboń. I znowu mogliśmy dowiedzieć się czegoś więcej na temat innych prenowicjuszy. Obiad i rekreacje to były kolejne punkty w programie. Ks. Inspektor Marek Chmielewski zadbał o nasz rozwój intelektualny. O 17:00 w kaplicy cudownego obrazu odbyła sie msza święta w naszej intencji. Było to dla nas wielkie przeżycie i na pewno będziemy to długo pamiętać. Po powrocie wzięliśmy udział w nabożeństwie dziękczynnym za dar powołania.

5 Dzień /01.06.2010/
Ks. Inspektor Marek Chrzan rozpoczął z nami dzień mszą świętą. Później poszliśmy na śniadanie i nadszedł czas pożegnań. Każdy musiał pojechać w swoją stronę (tzn. dla niektórych ta strona była wspólna, ale o tym późniejJ)

Po zakończeniu rekolekcji powołaniowych, 1 czerwca w Dzień Dziecka prenowicjusze z Inspektorii Wrocławskiej z księdzem Dariuszem Szyszką na czele ruszyli na podbój świata. A tak uściślając to ten świat  oznaczał  szczyty górskie  w pobliżu Marianówki, gdzie przebywaliśmy i lepszym poznaniu siebie nawzajem. Nie było nas  tak mało, żeby pojechać samochodem osobowym, więc musieliśmy wymyśleć coś innego. Z ratunkiem przyszli  Lubińscy Salezjanie z parafii N.S.P.J., którzy podstawili nam busa. Chociaż… co ja piszę, to była istna rakieta. Samochód pamięta pewnie wyjście Izraelitów z Egiptu do Ziemi Obiecanej (kto wie… może nawet sam w tej wędrówce uczestniczył). Gdy zajęliśmy już miejsca w samochodzie i byliśmy gotowi ruszać nagle okazało się, że coś nie gra. Koło w samochodzie odbiegało od normy, więc musieliśmy odwiedzić zakład wulkanizacyjny. Po krótkiej naprawie mogliśmy ruszyć dalej. Gdy po krótkim (hmm… niektórzy po tym słowie zaczęli dziwnie się krztusić) postoju we Wrocławiu dotarliśmy do Marianówki zbliżał się wieczór, więc – po przywitaniu Gospodarza – ks. Władysława – zaczęliśmy organizować kolację przy ognisku. Chociaż drewno było wilgotne to i tak udało nam się rozpalić duże ognisko. Jak to przy ognisku nie mogło zabraknąć śpiewu, gry na gitarze i wesołych opowieści. Najedzeni pysznym bigosem i kiełbaskami mogliśmy spokojnie pójść spać. Następny dzień zaczęliśmy modlitwą, a później już czekało na nas pyszne śniadanko. Poprzedniego dnia myśleliśmy, żeby pójść na wyprawę górską, jednak od samego rana padał cały czas deszcz. To jednak  nie stanowiło  dla nas żadnej przeszkody. Uzbrojeni w płaszcze przeciwdeszczowe i parasolki wyruszyliśmy w trasę. Dotarliśmy do samego Sanktuarium Marii Śnieżnej. Uczestniczyliśmy w mszy świętej, a później poszliśmy na gorącą czekoladę do schroniska (tutaj wielkie słowa wdzięczności za gościnę dla Księdza Kustosza). Po powrocie do naszego ośrodka oglądaliśmy filmy i spędziliśmy  czas na wspólnej rozmowie. Następnego dnia zwiedziliśmy krótko mini gospodarstwo. Uczestniczyliśmy także w mszy świętej i procesji Bożego Ciała. Niestety szybko przyszedł czas ostatnich porządków i pakowania się. W drodze powrotnej odwiedziliśmy siostry Salezjanki w Pieszycach, gdzie dokonaliśmy szybkiej integracji z postulantkami.  Po uroczystych nieszporach i sesji zdjęciowej ruszyliśmy do Lubina. Aby w drodze nie ustać posililiśmy nasze ciała pizzą w Świdnicy (co byśmy zrobili bez Da Grasso?).  Po czasie  utwierdzania się na drodze powołania i budowania wspólnoty, zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do naszych domów (tzn niektórzy – spoza Lubina docierali dłużej:D).

Rocky