Aaaaa… jutro Oratoriada! Jedzie pierwszy raz, nie wie co zabrać, jak się spakować, jak go przyjmą. Kleryk mówił, że będzie fajnie i żeby się nie martwił…eh;\. 11:00 – Stanął wśród tych wszystkich ludzi, którzy jechali z Jego parafii i zastanawiał się jak będzie?! Z jego miasta do Kamyka, bo właśnie tak się nazywa miejscowość, do której jechali jest dość daleko – czy to ma sens? Hmmmm. Podróż minęła bardzo szybko, aczkolwiek myśl o przebiegu oratoriady nie przestawała go męczyć. Na miejscu okazało się, że było około 150 osób.

Do kogo się odezwać? Co zrobić? Jak się zachować? Myślał… był trochę zagubiony, aż do momentu wieczornego spotkania integracyjnego , gdzie doświadczył wiele radości, życzliwości i spontaniczności swoich rówieśników, która nieustannie przyświecała temu spotkaniu. Kiedy wspólnie bawili się i modlili poczuł się jak w domu… jak w miejscu, która kochał i wśród ludzi, którzy w jednym momencie stali się mu bliscy. Jak się później okazało samopoczucie było trafione w ,,dziesiątkę” (10), ponieważ tematem spotkania był ,, DOM KSIĘDZA BOSKO”. Coś pięknego i niedrogo – jak by rzekł jeden z naszych Księzy duszpasterzy. Następnego dnia wstał pełen optymizmu – ,,świrując” trochę w nocy – myślał… Co wydarzy się dziś? Od razu po pysznym śniadaniu cała grupa zabrała się do pracy wsłuchując się z początku w niesłychanie bogatą i obfitą w treść konferencję Ks. Piotra związana z domem Księdza Bosko i tym jak on doświadczał własny dom rodzinny jak i późniejsze miejsca, które zastępowały mu dom, a były kolejnym etapem formacji i rozwoju… aż wyznaczył wspaniały szlak salezjańskiego ducha jakim właśnie było oratorium, najpierw ,,wędrowne” a później stałe… i w tym miejscu autor odsyła do Książki ,,Wspomnienia oratorium” Chcielibyście, żeby tu było wszystko napisane. Pomyślał: ,,Czy jego oratorium może być dla niego domem i mógł rozwinąć ten temat na pracy w grupach, która obejmowała temat domów rodzinnych, jak i tego oratoryjnego… Po południu udali się do Kopca, pięknego zacisznego miejsca oddalonego 3 km od Kamyka, w którym dowiedział się trochę o nowicjacie, przeżył wspólnotową Eucharystię w ,,przymroźnej” kaplicy i zjadł pyszną kiełbaskę z grila, aż na dworze zapanował mrok, ale entuzjazm, pieśni i uśmiech trwały do samego spotkania przy ognisku w kopieckim parku. Świadomość jutrzejszego powrotu do domu napajała go smutkiem, ale trzeba jak najlepiej przeżyć te ostatnie wspólne chwile, dlatego z wielką werwą wykorzystał czas na sport (siatkówka) i taniec integracyjny. Niedzielny poranek. Jak ciężko wstać…! Ale jak miło zobaczyć uśmiechy ludzi, którzy właśnie krzątają się po Sali… Najbardziej czekał na wspólną Eucharystię, która była zwieńczeniem NASZEJ oratoriady… niedzielne słońce szykowało piękny dzień powrotu, ale i napawało radością na myśl o kolejnym spotkaniu na kolejnej oratoriadze. Te trzy dni pokazały, że Oratorium tworzymy my. Nie miejsce, nie czas, tylko ludzie, którzy z sercem angażują się w dzieło zjednoczenia wspólnoty w Chrystusie. Może w tym krótkim tekście odnalazłeś też siebie… Nie bój się być animatorem, być w oratorium następnym razem czekamy na Ciebie, czeka na Ciebie Ksiądz Bosko, czeka sam Jezus Chrystus… powodzenia… Oficjalni chuligani Jezusa
Kl. Krzysztof