Świat piłki nożnej to świat wielkich emocji, wspaniałych meczy, niezapomnianych bramek… Ale to też świat wielkich pieniędzy, a skoro piłkarze to faceci, w ślad za całym tym sportowym patosem idą kobiety, seks, samochody i drogie gadżety. Stąd już tylko krok do grzechu. O tym właśnie jest książka „Złożyłem obietnicę” Nicola Legrottagliego – o piłce, kobietach i Bogu, czyli wszystkim, czego potrzebuje mężczyzna (niekoniecznie w tej kolejności).

Słowa dwa najpierw o autorze. Nicola Legrottagliego nie wszyscy dyletanci mogą kojarzyć, a to z tej przyczyny, że o obrońcach wspomina się znacznie rzadziej niż o napastnikach. Legrottaglie jest defensorem reprezentacji Włoch i Juventusu Turyn, jednego z największych klubów na świecie i najbardziej utytułowanej drużyny z półwyspu Apenińskiego. 34-letni stoper Juve zasłyną jako rozrywkowy playboy, który równie często co na boisku, pojawiał się na wybiegach mody w Mediolanie. Przez długie lata dostarczał ciekawych historii włoskim tabloidom, by wreszcie skończyć jako „Sportowiec Chrystusa”, który pod klubowy trykot zakłada koszulkę z napisem „Io appartengo a Gesù” (Należę do Jezusa).

„Duca” (Książę), bo taki przylgną do niego przydomek, obiecał w dzieciństwie Bogu, że jeżeli dane mu będzie grać w Serie A, stanie się orędownikiem Słowa Bożego. Jednak zanim do tego doszło, przystojny Włoch dał się omamić błyskotkami, jakie pod nos podsunęła mu kariera. Szybkie samochody, projektowane na zamówienie ciuchy, drogie dodatki… wszystko, by ruszyć na wieczorne łowy do dyskoteki. Seks, sława, pieniądze – oto po co 22 facetów biega po boisku za jedną piłką prze półtorej godziny.

„Złożyłem obietnice” płynnie łączy indywidualne doświadczenia duchowe, z opisem świata wielkiej piłki od kuchni. Ciekawie czyta się opowieści o meczach, treningach, transferach i zakulisowych rozgrywkach działaczy, przedstawione z perspektywy piłkarza. Kibice przywykli postrzegać sportowe fakty przez pryzmat dziennikarskich komentarzy, zapominając czasem, że ich pupile również mają swoje odczucia i refleksje.

Przypadek Legrottagliego jest o tyle znamienny, że zetknął się on z wszystkimi odcieniami piłkarskiej przygody. Szczerze opowiada on nie tylko o chwilach, gdy był uwielbiany przez kibiców i hołubiony przez trenerów. Doświadczył również wypożyczeń, drwin szkoleniowców, niechęci prezesów, nienawiści, gwizdów i obelg kibiców. Doświadczył bolesnych kontuzji, uczucia bycia niepotrzebnym w klubie, oglądania spotkań swojej drużyny ze stadionowego krzesełka… Jego książka oddaje atmosferę piłkarskiego życia, demitologizując, i odziera z próżności, ten wielokrotnie gloryfikowany świat sportu.

Ewangelia, którą wyniósł z domu, sprawiła, że „Duca” stał się we włoskiej piłce jednym z symboli współczesnego chrześcijaństwa. Żyje dziś w czystości, czekając na kobietę swojego życia, co większości piłkarzy nie mieści się w głowie (Antonio Cassano – jego kolega z drużyny narodowej – w swej biografii wspomina o prawie 700 kobietach, z którymi spał!). Największą przyjemność sprawia mu czytanie Biblii i opowiadanie o tym, jak Jezus działa w jego życiu. Był jednym z gości zaproszonych do słynnej akcji czytania Pisma Świętego, która odbyła się w 2008 roku w rzymskiej bazylice Świętego Krzyża Jerozolimskiego. Przez siedem dni i nocy przeczytano wówczas całą Biblię. Pierwszy rozdział Księgi Rodzaju odczytał sam Benedykt XVI.

Wracając do książki i podsumowując, pozwolę sobie podkreślić, że książkę Legrottagliego czyta się szybko i przyjemnie. Żadnych przydługich elaboracji, drobiazgowych wspomnień ani pseudointelektualnej egzegezy. Jeśli na dodatek ktoś interesuje się piłką kopaną, 200 stron tej pozycji łyknie na miękko! Fabuła nie obfituje może w nagłe zwroty akcji i sensacyjne fakty, ale na pewno nie nudzi. Pozycja godna polecenia nie tylko fanom futbolu… chociaż im przede wszystkim.