Wszystko pod kontrolą

 <Jezus rzekł do nich:„Kielich, który ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie”> (Mk 10,39)

To jedno zdanie z dzisiejszej Ewangelii wyjaśnia bardzo wiele z Twojego życia. Jest może niepozorne, pełne symboli, a jednak, gdy pozwolisz się wprowadzić w jego zrozumienie bardzo uspokoisz swoje serce.

Słowo greckie oznaczające <chrzest> wzięło swój sens od słowa oznaczającego <zanurzenie>. Rzeczywiście, dawniej, tego pierwszego sakramentu dokonywało się przez zanurzenie całego człowieka w jakimś zbiorniku z wodą. Jezus mówi o swoim <chrzcie>, czyli o swoim <zanurzeniu> w mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Rzeczywiście <zanurzył się> On cały w otchłani bólu, <zmiażdżenia cierpieniem> – jak mówi dzisiejsza pierwsza lektura, doznał <udręk duszy> i ciała. Następnie jednak <wynurzył się> z tych mroków śmierci i <ujrzał światło> zmartwychwstając.

<Kielich> oznacza, najogólniej mówiąc, kształt życia, los, przeznaczenie.

Jezus mówi dziś do Ciebie, jako do chrześcijanina, że MUSISZ mieć udział w Jego kształcie życia, w Jego losie, w Jego przeznaczeniu, czyli <będziesz pił Jego kielich>. Cały kielich, czyli wszystko, co przytrafiło się naszemu Panu spotka i Ciebie.

Przez Twój chrzest, podobny do Jego chrztu, a oznaczający tak naprawdę Jego  śmierć i zmartwychwstanie, także i Ty MUSISZ powtórzyć w swoim życiu umieranie i zmartwychwstawanie naszego Pana.

To właśnie mówi Pan Jezus w powyżej zacytowanym zdaniu: że Twoje życie będzie podobne, a właściwie, poza szczegółami, takie same jak Jego: Jego kielich będziesz pił, Jego chrzest przyjmiesz.

Czyli w jakiś sposób będziesz musiał oddać i ciągle oddawać swoje życie, tracić je i potem, jako jeszcze wspanialsze, intensywniejsze, mocniejsze – odzyskiwać.

Boisz się teraz?

Wiem, prawdopodobnie tak, jak bał się swojego <kielicha> Pan Jezus w Ogrójcu. I jak lękam się ja, piszący ten tekst, swojego kielicha i swojego chrztu.

Zobacz jednak, że dostąpimy CAŁEGO losu Jezusa, także Jego zmartwychwstania i nowego życia. Czyli kiedy cierpimy z powodu rozmaitych utrapień ciała, psychiki i ducha, kiedy cierpimy od innych, kiedy boli nas umieranie dla namiętności i grzechów, kiedy oddajemy życie kochając aż do  bólu i zaparcia się siebie – czeka nas po tym następny krok: ZMARTWYCHWSTANIE, nowe życie, nowa jakość istnienia. Izajasz powie dziś: <po udrękach swej duszy ujrzymy światło i nim się nasycimy>.

Droga jest przetarta, poszedł nią nasz Pan. Wszelkie umieranie, tracenie, ból, wyrzekanie się  nie są ślepymi uliczkami. Za nimi rozciąga się nowe życie. Cierpienie i śmierć mają sens, do czegoś prowadzą, do czegoś nowego nas rodzą.

 

Nie ma żadnego życia bez wcześniejszej śmierci. TRZEBA nam odtworzyć na sobie cały los Chrystusa. To jest właśnie Jego droga; droga za Nim. Wszystko zatem jest pod kontrolą. Co nie oznacza, że mniej boli, czy trwoży. A jednak chyba łatwiej iść wiedząc, że Ktoś tak szedł, przewidział to dla nas, i w tę drogę ZA SOBĄ zaprasza.

ks. Jerzy Mikuła SDB