Wczoraj popołudniu otrzymałem wiadomość, której nie chciałem wierzyć (szczególnie, że jeszcze nie była w 100% pewna). Niestety po kilku godzinach wszystkie moje nadzieje zostały rozwiane, kolejne telefony, kolejne potwierdzenia… Tak, kl. Grzegorz, salezjanin, zginął nagle i niespodziewanie.

Wiem, że jest już szczęśliwy, że teraz w Niebie uwielbia Boga i modli się za nas. Wiem, choć jest to trudne, kiedy traci się bliską osobę, z którą miało się wiele planów, niedokończonych rozmów… Wierzymy, że Bóg w swoim wielkim Miłosierdziu, wybrał ten moment, bo był on najlepszy dla Niego.

Śmierć to nie koniec. Grześ oddał swoje życie Bogu podczas pierwszej profesji a teraz oddał je w pełni, teraz już nic go od Niego nie oderwie. Śmierć to nie koniec, to początek Nowego Życia, to spotkanie z Najlepszym Ojcem, to Miłość bez końca.

Uwielbiajmy Boga, za dar spotkania i znajomości z Grzesiem, za wszystko co udało mu się zrobić tu wśród nas. Uwielbiajmy Go, że Grześ odszedł jako salezjanin, odszedł podczas wypełniania swojego powołania. Uwielbiajmy, że był naszym bratem, współbratem, przyjacielem…

Ostatnia piosenka, którą Grześ napisał – piosenka finałowa do musicalu o ks. Bosko – kończy się słowami „Religia, Miłość, Rozum – te trzy, każdy z nas chce być świętym czy Ty, czujesz ten rytm, czy Ty widzisz to co Bosko, czy chcesz widzieć NIEWIDZIALNEGO i umrzeć beztrosko… tak jak my?” (http://www.youtube.com/watch?v=FfH96wc8YwA)

 

Proszę Was na koniec, módlcie się za bliskich Grzesia – zwłaszcza za Jego rodziców. Oni teraz bardzo potrzebują naszego wsparcia. Wyraźmy w ten sposób miłość do niego.

 

http://www.infoans.org/1.asp?Lingua=6&sez=1&sotsez=13&doc=9506