NAJNOWSZE SŁÓWKO

Tym razem słówko przesyła kl. Marcin GIEMZIK 🙂

Najważniejsze: serce ciche i pokorne
Kochające serce zawsze jest młode.
Nie działaj bez serca, które Bóg powołał do istnienia.
Gdy serce płacze, oczy płaczą także.
Gdy spotkasz człowieka, oceniasz go po ubiorze. Gdy się z nim żegnasz, oceniasz jego serce.
Kto otwiera swe serce dla ambicji- zamyka je przed spokojem.
Najgłębszą rzekę można zbadać, serce ludzkie jest niezbadane.
Serce jest droższe niż majątek.
Serca szlachetnych są grobami tajemnic.

To są tylko niektóre przysłowia, które mówią jakąś prawdę o sercu. Nie sposób wymienić wszystkich pisarzy, poetów, filozofów czy nawet piosenkarzy, którzy nawiązywali w swojej twórczości do tego pojęcia. Pismo Święte również odkrywa przed nami bogactwo serca, które jest tam ujęte aż 531 razy.
Definicje serca też są różne. Otóż w sensie biologicznym i podstawowym oznacza centralny organ układu krążenia, od którego rytmicznego bicia zależy życie. Pierwotnie zaś oznacza coś najistotniejszego i najważniejszego w jakiejś sprawie, co może być reprezentantem całości. Ludzkie serce jest także rozumiane jako organ miłości i centralna części naszej istoty. Serce zawiera element wolitywny (coś chce), emocjonalny i uczuciowy (pragnie, rozpala się miłością), biologiczny i racjonalny (rozumie i zamierza). Takie rozumienie serca było żywe nie tylko w Piśmie Świętym, ale także wśród pisarzy klasycznych takich jak: św. Augustyn, Grzegorz Wielki, Bernard, Franciszek Salezy, czy Teresa z Avila.
Jednak jest zdanie z Pisma Świętego, które moim zdaniem przebija wszystkie inne i jest najistotniejsze: Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Dlaczego najważniejsze? Ponieważ to zadanie przekazał nam nasz Pan, Jezus Chrystus, po to, byśmy byli tak jak On- świętymi. W jaki sposób mamy miłować Boga, siebie samego i bliźniego, jeżeli nie będziemy kształtowali swych serc na sposób Serca Zbawiciela? Najświętsze Serce Jezusa jest dla nas wzorem miłości bez granic i symbolem Bożego miłosierdzia, które się nigdy nie kończy. Dlatego też czcimy je w tym miesiącu w szczególny sposób. Jednakże samo uwielbienie tego symbolu boskiej Miłości jest nie wystarczające. Powinniśmy żyć według prawa miłości, czynić swe serca coraz bardziej otwarte, ciche i pokorne, bo jedynie to da nam prawdziwe ukojenie i pomoże nam być na zawsze wiernymi Bogu.

POPRZEDNIE SŁÓWKA

A na dzisiejszą niedzielę słówko-myśl… 🙂
Dzisiaj chciałabym pozostawić Wam myśl, znanego polskiego pisarza, Andrzeja Sapkowskiego, którą każdy z Was, indywidualnie musi rozpatrzeć w swoim sercu. Tu nie ma co dużo mówić, rozpisywać się: „Odrzucając Boga, odrzucasz nadzieję. Nadzieję na to, że nie utracisz tego, co zdobędziesz. Nadzieję na to, że gdy przyjdzie dokonać wyboru, dokonasz dobrze, podejmiesz właściwą decyzję i że nie będziesz wówczas bezbronny”.

 

Fot. ks. Adam Piaskowski

POPRZEDNIE SŁÓWKA

Dzisiejsze słówko kieruje do nas ks. Adam Piaskowski, kierownik Oratorium w Twardogórze.

Zaczynamy miesiąc czerwiec. Miesiąc, który jest szczególnie poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusa, ale… skończył się maj, miesiąc w którym królowała Maryja.

Pewnie domyślacie się już sensu całego słówka, otóż…

„Kiedyś, przed wieloma, wiekami, było sobie pewne bardzo sławne miasto. Powstało w pięknej dolinie, a ponieważ jego mieszkańcy byli bardzo pracowici, nieprawdopodobnie się rozrosło w krótkim czasie. Pielgrzymi dostrzegali je z daleka, urzeczeni i olśnieni pięknem marmurów oraz pozłacanych brązów. Było to rzeczywiście szczęśliwe miasto, wszyscy jego mieszkańcy żyli w zgodzie. Ale pewnego brzydkiego dnia postanowili wybrać swojego króla. Złote trąby heroldów zgromadziły wszystkich przed ratuszem miejskim. Nie brakowało nikogo. Biedni i bogaci, młodzi i starzy, wszyscy patrzyli po sobie i szeptali coś przyciszonym głosem. Srebrzysty dźwięk potężnej trąby uciszył całe zgromadzenie. Wtedy dumnie wysunął się przed gromadę pewien niski i tęgi jegomość, najbogatszy w całym mieście. Podniósł dłoń, na palcach której błyszczało mnóstwo pierścieni, i powiedział:
– Mieszkańcy! Staliśmy się nieprawdopodobnie bogaci. Nie brakuje nam pieniędzy. Nasz król musi być człowiekiem dostojnym. Najlepiej hrabią, markizem lub księciem, tak aby wszyscy szanowali go za szlacheckie pochodzenie.
Mniej bogaci natychmiast podnieśli na te słowa krzyk:
– Nie! Co też ty wygadujesz! Zamknij się! Chcemy na króla człowieka bogatego i wspaniałomyślnego, który rozwiąże wszystkie nasze problemy!
W tym samym czasie żołnierze podnieśli na swoich ramionach barczystego olbrzyma i, i wygrażając złowrogo swoimi zbrojami, wrzeszczeli:
– To on będzie naszym królem! Musi być najsilniejszy!
W tym strasznym rozgardiaszu nikt już nic nie rozumiał.
Ze wszystkich stron dobiegały krzyki, pogróżki i chrzęst ścierających się o siebie zbroi. Zamieszanie stawało się coraz gorsze, było już wielu rannych.
Znowu zabrzmiała trąba. Tłum powoli uspokajał się. Pewien dobroduszny i roztropny starzec wdrapał się na najwyższy stopień schodów ratusza i przemówił:
– Przyjaciele, nie popadajmy w szaleństwo z powodu króla, który jeszcze nie istnieje. Wybierzmy spośród nas jakieś niewinne dziecko i niech ono wyznaczy, kto ma być naszym królem.
Wzięli więc za rękę jakiegoś chłopca i wyprowadzili go przed wszystkich. Starzec spytał go:
– Kogo chciałbyś uczynić królem tego wielkiego miasta?
Chłopczyk spojrzał na nich wszystkich, possał kciuk, i odpowiedział:
– Królowie są źli. Nie chcę żadnego króla. Chcę, żeby była królowa: niech zostanie nią moja mama”.

Wnioski?

Rząd składający się z mam? Wspaniała idea. Świat byłby wtedy na pewno mniej zepsuty.
W ten sam sposób wymyślił to Bóg. Dał nam Maryję.

W intencji naszych MAM, niech każdy z nas odmówi 10 różańca. Tak mało a jednak tak wiele.

Poprzednie słówka

Fot. Barbara Kopera

Dzisiejsze słówko przybywa z Tarnowskich Gór od Basi Kopery, która jest związana z salezjanami od 14 lat i od 5 też jest salezjanką współpracowniczką, jedną z trojga pierwszych w TG, bo wtedy właśnie wspólnota była zakładana.

Abraham zaprosił na obiad żebraka. Kiedy do niego zasiedli, Abraham rozpoczął modlitwę przed posiłkiem, a żebrak tak się oburzył, że zaczął wyzywać i przeklinać Boga. Abraham bez zastanowienia wyrzucił żebraka za drzwi, a wtedy odezwał się do niego Pan Bóg: „Abrahamie, ja go znoszę czterdzieści lat, a ty nie mogłeś jednego obiadu wytrzymać?”
Nie jest to oczywiście opowieść biblijna, ale zastanów się, czy dziś nie byłeś właśnie takim żebrakiem. Pomyśl: co dobrego dziś mnie spotkało? Czy podziękowałem/am już za to Bogu? Np. za dobry obiad 🙂
Dla mnie Abraham jest wzorem zawierzenia Bogu, które najbardziej objawia się w tym, kiedy idzie złożyć w ofierze Izaaka. Abraham wie, że wszystko co ma, zawdzięcza Jemu, także wyczekiwanego syna. Dlatego nie walczy i nie polemizuje, bo wie, że jeśli Bóg zechciałby go zabrać, to Abraham nijak nie mógłby go ochronić. Historia kończy się szczęśliwie, a postawa Abrahama nie zmienia się: Boże, weź wszystko co
mam, bo i tak mam to od Ciebie i zarządzaj tym, a ja będę pełnić Twoją wolę, działać na Twoją chwałę. No tak – pomyślałam, kiedy to usłyszałam – wszystko zabierz. Zaraz potem przypomniało mi się, że ktoś już nawet ujął to w jedno zdanie:
Da mihi animas, cetera tolle 🙂

Poprzednie Słówka

Poprzednie słówka

Ostatnie już słówko z Poznania, tym razem od księdza Piotra Drapiewskiego 😉

„Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego, Dawida, które nadchodzi. Hosanna na wysokościach!”(Mk 11, 9n-10).

Słowami tymi we wszystkich kościołach oddajemy dziś cześć Jezusowi, jak uczyniono to niespełna dwa tysiące lat temu. Wychwalamy Jezusa jako kogoś niezwykłego, wielkiego proroka. Kogoś, kto głosił Królestwo Boże i wzywał do nawrócenia, ale nie pustymi słowami ale słowami popartymi czynami, wieloma znakami, uzdrowieniami, wskrzeszeniami, uwalnianiem od złych duchów. Na takie czyny mógł sobie pozwolić tylko Syn Boży, zapowiadany w starotestamentalnych tekstach Mesjasz.

Jezus wjeżdżając do Jerozolimy w Niedzielę Palmową wiedział, że w najbliższych dniach czeka Go w tym mieście śmierć. Wiedział, że z tych ust, które teraz wołają „Hosanna!” usłyszy pełne nienawiści słowa „Na krzyż z Nim!”. Nie zważając na to podjął decyzję oddania swego życia za nas. Ukazał tym samym tę niepojętą moc, jaka jest w sercu człowieka, jedyną moc decydującą o jego godności — moc Miłości.

Dzięki Miłości, jesteśmy w stanie podejmować heroiczne decyzje, jesteśmy w stanie poświęcić swoje życie, siły i umiejętności dla tych, których kochamy, czego przykładem jest tak wielu świętych, a między nimi święty Jan Bosko. Dokonał on tak wiele, gdyż zapatrzony w Jezusa – źródło prawdziwej Miłości – prowadzony przez Maryję, z tej Miłości czerpał pełnymi garściami, dzieląc się tą Miłością ze wszystkimi, których spotkał na swojej drodze. Dzięki bezgranicznemu zawierzeniu Chrystusowi, nie zrażał się przeszkodami, których doświadczał w swoim życiu, co zaowocowało tak wielkimi dziełami i tak wieloma duszami doprowadzonymi do bram Nieba.

Chciejmy i my – zwłaszcza w tym czasie, gdy ta Miłość jest tak widoczna, gdyż wywyższona na drzewie Krzyża – czerpać z Niej pełnymi garściami, a wtedy żadne trudności, żadne cierpienia nie będą dla nas straszne.
Wpatrzeni w Chrystusa każdego dnia podejmujmy tę drogę Miłości, którą przez całe życie kroczył ks. Bosko i tego uczył swoich chłopców, i tego uczy także i nas. Niech te słowa „Hosanna!” zamienią się w przepełnione Miłością i Radością wołanie „Alleluja!”.

Poprzednie słówka

W dzisiejszym słówku Łukasz Ciesielski, absolwent gimnazjum i liceum salezjańskiego w Poznaniu.

Na krawędzi

 22.03„A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.” Ksiądz Bosko chciał służyć całym swoim życiem, choć nie zawsze było to łatwe. Mieszkał w paskudnym mieście, które przemierzał pieszo w poszarpanej sutannie. Pieniędzy zawsze brakowało. No i te dzieci – co z nimi zrobić? Wyrzucano ich już z tak wielu miejsc… Oratorium zmieniało swoją siedzibę zbyt często. Na pewno gdzieś na ulicach dało się słyszeć pytania: Czy to ma sens? Po co on to robi? Gdzie teraz pójdziemy? Co sobie wtedy myślał? Skąd czerpał siły? Ufał. Tak po prostu i to wystarczało. Służył Bogu i Bóg był z nim. To On w trudnych chwilach zwątpienia sprawiał, że sprawy zaczynały się toczyć lepiej. W najgorszym nawet położeniu ksiądz Bosko umiał znaleźć promyczek nadziei. Z dziecięcym zaufaniem podążał za Bogiem balansując na krawędzi, tak jak w młodości balansował chodząc po linie. Popatrz na zdjęcie. Na pomnik chłopca, który nie bał się zaufać i zaczął chodzić po linie. Pomnik chłopca, którego marzenia się ziściły, a jego dzieło rozszerzyło na wszystkie kontynenty. Nie bój się zaufać. On zawsze jest z tobą!

Poprzednie słówka

Dziś film. Kleryk Paweł Pełka z Poznania :-). Kliknij sobie w link!

https://drive.google.com/file/d/0BwTQK-zSU6GDSkt5RUx6WWVnUUE/view

***

Ana dzisiejszą niedzielę słówko od Iwony Lipińskiej z Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu”, z Poznania.

Don Bosko, Don Bosko, z Tobą troska nie jest troską! 

Nie bez powodu wybrałam refren tej znanej i lubianej w kręgach salezjańskich piosenki, bo jaką może mieć człowiek troskę gdy swoje życie i problemy odda Panu przez wstawiennictwo Św. Jana Bosko? Czujemy to zwłaszcza my, młodzi zaangażowani w pracę na rzecz misji. To o czym najczęściej słyszymy na spotkaniach formacyjnych, czy w czasie świadectw głoszonych przez wolontariuszy, to ogromna wartość modlitwy którą każdy z nas może ofiarować drugiemu człowiekowi, wolontariuszowi przebywającemu na placówce misyjnej, jego podopiecznym czy przełożonym którzy zmagają się z problemami codzienności. Gdziekolwiek jesteśmy, w odległej Boliwii, Peru, Ghanie, Sierra Leone, Nigerii czy innym zakątku świata, odczuwamy to najbardziej i najgłębiej. Kiedy jest trudno, źle, ciężko i smutno, wystarczy przypomnieć sobie że gdzieś na świecie jest ktoś kto się za nas modli, kto wzdycha za nami do Pana. Ks. Bosko zawsze czuwa nad swoimi podopiecznymi i wyprasza potrzebne nam łaski. Jestem tego pewna!  Zapytacie skąd to wiem? –  a no z autopsji 🙂 Za każdym razem gdy widzę wizerunek ks. Bosko czy to na elewacji Kościoła salezjańskiego, oratorium czy miejsca w którym posługują salezjanie czuję się jak u siebie, jak w najlepszym i najcieplejszym Domu Rodzinnym, bo gdzie ks. Bosko tam nasz Dom i schronienie! Ostatnio usłyszałam od znajomej: „Jesteś pierwszą osobą w moim życiu która cieszy się na widok jakiegoś tam kościoła salezjańskiego”, ale jak tu się nie cieszyć gdy widzisz postać swojego Ojca, Nauczyciela, Przyjaciela? Nasz ukochany ks. Bosko jest z nami, zawsze i wszędzie i nie trzeba o tym przekonywać Was którzy czytacie te krótkie słówka, bo na pewno sami doskonale o tym wiecie. Dziś proszę Was o jedno, westchnijcie do naszego Patrona za nas, za każdego i każdą z nas, działających w salezjańskich środowiskach misyjnych, by nasz św. Patron wypraszał nam siły do dalszej pracy na rzecz Królestwa Niebieskiego. On na pewno nas nie zawiedzie i zamieni nasze smutki i troski w radość i nadzieję. Don Bosko, jak dobrze, że z nami jesteś!

***

Zaczynamy marzec i wracamy do Poznania… [Ewa]

 Każdy może być święty… 😉 Święty Jan, bezpośredni świadek zdarzenia opisanego w dzisiejszej Ewangelii, w swoim liście pisze: 

„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec:
zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi:
i rzeczywiście nimi jesteśmy.
Świat zaś dlatego nas nie zna,
że nie poznał Jego.
Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi,
ale jeszcze się nie ujawniło,
czym będziemy.
Wiemy, że gdy się objawi,
będziemy do Niego podobni,
bo ujrzymy Go takim, jakim jest.
Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję,
uświęca się podobnie jak On jest święty.”(1J 3, 1-3)

Podkreślając miłość Boga  nasze dziecięctwo, Apostoł zaprasza każdego z nas do świętości.

Dla pierwszych chrześcijan określenie to było, można powiedzieć powszechne, gdyż zwracali się tak do siebie na co dzień. Z biegiem czasu świętość, w rozumieniu ludzi, stała się czymś niedostępnym dla zwykłych ludzi, wyjątkiem były osoby stanu zakonnego.

Dopiero św. Franciszek Salezy wraca do pierwotnej wizji zauważając, że Bóg powołuje do świętości według zadań i w codzienności, a święty Jan Bosko do świętości zaprasza również młodzież, mówiąc do swoich chłopców: „Chcę ci podarować przepis na świętość: po pierwsze, radość; po drugie, obowiązki związane z nauką i modlitwa; po trzecie, czynienie dobra względem wszystkich.”

Czy jego recepta na świętość okazała się skuteczna?! Na myśl przychodzi Dominik Savio, który spotkawszy księdza Bosko niemalże od razu powierzył się w jego ręce mówiąc: „A więc ja jestem materiałem, ksiądz niech będzie krawcem. Proszę więc wziąć mnie ze sobą i uszyć piękną szatę dla Pana.” Szatę uszyli, bo niecałe trzy lata po spotkaniu, Dominik umarł w atmosferze świętości, z uśmiechem na ustach. W jego przypadku prawdziwe będzie stwierdzenie, że całym sobą pragnął świętości. Na początku poprzez umartwienia i posty, które narzucał swojemu ciału, potem prowadzony przez świętego Jana Bosko wybrał drogę radosnej i pięknie przeżywanej codzienności. Taki właśnie był Dominik Savio.      

Jego śladem podążyli błogosławieni oratorianie z Poznania. W znanej piosence śpiewamy „tacy sami jak my…” i często podkreśla się, że byli oni zwykli i normalni, a zostali świętymi. A może inne spojrzenie: ci chłopacy z Wronieckiej okazali się niezwykłymi, bo każdy z nas, z Bożą pomocą może być niezwykłym. Niezwykłym i świętym, ale….?! Czy naprawdę tego pragniemy?

 Czy pragniemy świętości tak bardzo jak Dominik, Poznańska Piątka i ci wszyscy, którzy teraz cieszą się Bożą obecnością w Niebie?!

 
 

Słówko od kl.Mikołaja Wyczałka, tym razem z piosenką i zadaniem domowym 

Bywali na kartach Pisma Świętego i historii różni prorocy. Łącznie z takimi, którzy pracowali na dworach królewskich. Byli oni na utrzymaniu królów, którzy pytali ich, co mają robić, albo inaczej…czy wola danego władcy jest zgodna z wolą Bożą. Prorocy ci zatem, chcąc zachować miejsce pracy, prorokowali tak, jak król chciał usłyszeć (1 Krl 22, 6n). Byli to fałszywi prorocy, którym Bóg nie błogosławił, a czasem wręcz przeciwnie (Jr 23, 30n). Czym zatem charakteryzował się prawdziwy prorok?
Prorocy Starego Testamentu, poza tym, że przepowiadali rzeczy przyszłe, często związane z przyjściem i misją Mesjasza (Iz 11), częściej napominali, aby powrócić do prawa mojżeszowego, nawrócić się i być wiernym Jedynemu Bogu (Jr 18, 11). Nieraz w swoich słowach przybliżali Miłość Boga, jaką ma do narodu wybranego i każdego człowieka [używali przy tym przepięknych obrazów miłości Ojcowskiej (Oz 11) czy tak intymnej, jaka towarzyszy małżonkom, czy też takiej, która wybacza WSZYSTKIE zdrady]. Ale na tym nie kończyła się misja proroka. Prorocy tak mocno utożsamiali się z ludźmi, do których przemawiali, że wstawiali się do Boga za nimi i prosili o oddalenie kary…
Ale co to ma do nas?
Każdy z nas włączony jest w tzw. prorocką misję Kościoła. Czyli Ty i ja mamy w sobie wszystko, co potrzeba, by być prorokiem w swoim otoczeniu. Nie musisz mieć specjalnych objawień, żeby wiedzieć co jest dobre, a co złe. Jesteś powołany do tego, żeby jak prorocy przykładem życia i słowem mówić o Bogu, Jego miłości i potrzebie ciągłego powrotu do Niego. Jesteś zobowiązany modlić się za tych, którzy błądzą. Próbuj być takim dla innych, żeby po spotkaniu z Tobą zapragnęli spotkać się z Bogiem. Dobranoc!

Zadanie domowe.
W ramach zadania domowego przeczytajcie Księgę Ozeasza (to tylko 14 rozdziałów). Proponuję jednak zrobić to uważnie. Zwróćcie uwagę na to, jak Bóg mówi o swojej miłości. Piękna sprawa! Zrób to od razu – nie odkładaj na późno, bo zapomnisz. Dla zachęty piosenka z tekstem z księgi Ozeasza https://www.youtube.com/watch?v=gyDGYuI93Gk Powodzenia!

WCZEŚNIEJSZE SŁÓWKA – WEJDŹ!