Robert Gajewski SDB

„Powiedz mi, że…”

rozważania na Niedzielę Chrztu Pańskiego

„Powiedz mi, że mnie kochasz” – mówią często kobiety. „Doceń, że zrobiłem coś dobrze, chociaż był to trudne” – mówią w myślach mężczyźni. Pragniemy być pozytywnie potwierdzani przez tych, na których nam najbardziej zależy. Chcemy od nich usłyszeć, że jesteśmy dla nich kimś wyjątkowym, kimś ważnym, kimś wartościowym. Dziewczynki chcą usłyszeć od swoich ojców, że są śliczne i mądre; chłopcy, że są silni i dzielni. Żony chcą usłyszeć od swoich mężów, że są kochane; mężowie, że są docenieni.  Pragniemy również usłyszeć, że do kogoś przynależymy: „mój chłopak”, „moje dziecko”, „moja żona”, „moja rodzina”. Ciekawe, że większości tego typu komunikatów oczekujemy od „ojców”, od dojrzałych mężczyzn, którzy potwierdzą naszą wartość i naszą przynależność. Panowie, spoczywa na nas wielkie zadanie ☺

Kiedy słyszymy od kogoś, o kim możemy powiedzieć „ojciec” słowo potwierdzenia, to ono nas stwarza, czyni nas ludźmi pewnymi swojej wartości. Takie dobre słowo sprawia, że rośniemy.

Ale co gdy ktoś takich słów nie słyszał? Gdy miał „małomównego ojca”? Wówczas mamy do czynienia z kimś cierpiącym, spragnionym „dobrego słowa” na swój temat.

Niech zatem wybrzmią dziś w Tobie Słowa, które Ojciec wypowiedział nad Tobą w dniu Twojego Chrztu, niech z Twojej głowy dotrą do Twego serca. Powtarzaj je sobie powoli i wielokrotnie, aż je usłyszysz. Ojciec mówi dziś do Ciebie:

„Tyś jest mój syn umiłowany, Tyś jest moją córką umiłowaną, w Tobie mam upodobanie”


 

IV Niedziela Adwentu, Mateusz Koziołek SDB
czytania: 2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16; Ps 89, 2-5.27.29; Rz 16,25-27; Łk 1,38; Łk 1,26-38

 

Nowy początek 

  • Znasz tę historię? Anioł przychodzi do kobiety i obiecuje jej niesamowite rzeczy. Ona wchodzi z nim w dialog i tak zaczyna się historia wielkiej… tragedii. Ewa podjęła rozmowę z upadłym aniołem Lucyferem i sama upadła. Ten, który u początków niósł światło przed Bogiem, poprzez swoje nieposłuszeństwo i pychę pogrążył się w ciemności i wciągnął w nią człowieka. Adam, pierwszy człowiek, sięgnął za namową Ewy po owoc, który zatruł dusze, umysły i serca wszystkich ludzi. Zniszczona została relacja do Boga, bliźniego, stworzonego świata. Wydawało się niemożliwym naprawienie takiego stanu rzeczy…
  • Ale dla Boga nie ma nic niemożliwego. Pan znalazł i wybrał sobie inną Kobietę – Niepokalaną i pełną łaski. I do niej także przyszedł anioł, z którym Maryja weszła w dialog. Tym razem jednak zaczęła się historia wielkiej odnowy, historia nowego początku. I także w tym wypadku pojawił się owoc – błogosławiony Owoc łona Maryi. Był nim Nowy Adam, Jezus Chrystus, który stał się lekarstwem na zatrute dusze, umysły i serca. Lekarstwem, które przywróciło światło i radość w świecie, tak bardzo pogrążonym w ciemności i smutku.
  • Dziś św. Łukasz ukazuje nam Maryję jako wzór wiary, pokory i posłuszeństwa. Kiedy Gabriel przedstawił jej wielki plan Boga, Ona pytała jak to się stanie, jak go wypełnić. Nie powątpiewała, że jako dziewica może począć dziecko bez udziału mężczyzny. Nie była fałszywie pokorna, ale wielkoduszna. Ojcowie Kościoła mówili, że Maryja poczęła za pośrednictwem ucha, czyli przez słuchanie. To przez Jej posłuszeństwo Słowo weszło do Jej łona i stało się ciałem.
  • Maryja uczy nas jeszcze jednej rzeczy. Słyszymy, że po zwiastowaniu odszedł od Niej anioł. Zostaje sama z wielkim zadaniem, które przerasta ludzkie zdolności. Jednak pamiętamy, że Ona zachowywała wszystkie sprawy i rozważała je w swoim sercu, miała więc do czego wracać w godzinie próby i ciemności. A z pewnością wracała do pierwszych słów wypowiedzianych do Niej przez Gabriela: Nie bój się. Uczmy się od Matki Bożej wybierania Boga i Jego woli, pomimo życiowych przeciwności. Nie lękajmy się tego, co przynosi nam codzienność. Nawet jeśli wydaje się nam, że i od nas odszedł anioł, to wiedzmy, że zawsze czuwa nad nami nasza Wspomożycielka.

Kraków, 11 grudnia 2014
Robert Gajewski SDB

Właściwie to o co chodzi…?!

Rozważania na 3 Nd Adwentu B

Robert Gajewski SDBKolejny raz, słyszymy o Janie Chrzcicielu, ale chyba możemy przyznać, że tak naprawdę nie rozumiemy tej postaci i mamy co do niej wiele wątpliwości. Zupełnie tak samo mieli, kapłani z Jerozolimy, którzy wysłali nad Jordan specjalną delegację, by zbadać ten „kontrowersyjny przypadek”. Idźmy w tym rozważaniu razem z nimi i zadajmy kilka pytań. 

Kim właściwie jest ten dziwny gość z nad Jordanu? Co On takiego głosi? Gromadzi wokół siebie tłumy, a może stanowi zagrożenie dla naszego religijnego ładu? Może zagraża naszej stabilnej  pozycji? A może Bóg chce przez niego  coś nam powiedzieć? Spytajmy go.

Najpierw powiedz dlaczego wyszedłeś na pustynię? Nie mogłeś głosić swojego orędzia w mieście? Tam jest więcej ludzi, łatwiej by ci było do nich dotrzeć. Musisz nas tu ściągać na to odludzie? Na pustyni Bóg zaślubił sobie Naród Wybrany, na pustyni chce się z nim na nowo spotkać. Na pustynię nas zaprasza. W takim opustoszeniu, bez wielu zewnętrznych bodźców, łatwiej jest usłyszeć głos Oblubieńca…

Kim jesteś? Jesteś Namaszczonym przez Boga, Pomazańcem Pańskim, jak król Dawid? Jesteś, tym którego czekamy, który nas wyzwoli z naszych opresji, który nad nami zapanuje, rozwiąże wszystkie nasze problemy? Nie, nie jestem. Jesteś wcieleniem Eliasza, wielkiego proroka, który miał poprzedzić Mesjasza? Nie, nie jestem. To może chociaż jesteś prorokiem zapowiadanym przez Mojżesza, podobnym do niego? Nie, nie jestem. To kim ty właściwie jesteś?! To, co ty tu robisz?! Po co zbierasz tłumy? Po co się wpychasz w ten Adwent? Po co nam czas zajmujesz i wprowadzasz jakieś dziwne zamieszanie…?

Jestem tylko posłańcem, jestem tylko  głosem, mam prosty przekaz. Jaki? „Przygotujcie drogę Panu”; przygotujcie w sobie drogi, którymi On do Was przyjdzie; odgruzujcie ścieżki, którymi kiedyś do Was przychodził; naprawcie zerwane mosty, które Was z Nim łączyły; obniżcie Wasze wyniosłości, które utrudniają Mu dojście; zlikwidujcie doły, w które można w was wpaść; prostujcie wasze pokręcone sposoby myślenia; zawiłe drogi dotarcia do Was uczyńcie prostymi; usuńcie urwiska, które drastycznie Was od Niego oddzielają; uczyńcie Mu w sobie możliwość dojścia… bo On chce do Was przyjść, stoi u progu Waszego wnętrza. On chce do Was przyjść aby Was wyzwolić, poprowadzić, rozwiązać wszystkie Wasze problemy. On chce przyjść do Waszej aktualnej codzienności, bo pragnie z  Wami spędzić wieczność.


 

Kraków, 27 listopada 2014
Robert Gajewski SDB

„Tak czekasz, jak kochasz”

rozważania na 1. niedzielę Adwentu

Robert Gajewski SDBInaczej czeka się na bolesny zabieg dentystyczny, inaczej na ukochaną osobą, która ma wrócić z dalekiej podróży. To, w jaki sposób na coś czekamy pokazuje nam jaki mamy do tego stosunek.

Jezus powiedział nam, że jesteśmy obecnie w sytuacji jak słudzy, których pan udał się w daleką podróż i na czas swej nieobecności powierzył im pieczę nad swoim domem. Nie wiadomo, kiedy wróci, ale pewne jest to, że wróci. Jezus wspomina, że do tej sytuacji można podejść dwojako: czuwać albo spać.

Jeśli się kogoś dobrze zna i się go kocha, to się na niego czeka, to się czuwa, by spotkać go w momencie, gdy przyjdzie. Jak się kocha, to nie potrzeba żadnych środków przymusu, do tego, by aktywnie czuwać na mającego przyjść. Jeśli też taki ktoś powierzył nam coś wartościowego, to się o to dba. Jeśli znamy Boga, to wiemy, że On jest Miłością; że nas miłuje; że nam ufa i odwzajemniamy się tym samym. Czekamy na Niego, dbamy też o to, co nam powierzył: ludzi, zadania, sprawy…. Jego przyjście napawa nas radością i nadzieją.

Ale może być też tak, że nie znamy tego, który ma przyjść. Dodatkowo akurat „popsuliśmy” coś, co do niego należy, a ktoś wrogo do nas usposobiony zapewnia nas, że mający przyjść jest dla nas zagrożeniem. Wtedy boimy się takiego „powrotu pana”, staramy się je odwlec, gdzieś schować, zapomnieć o całej sprawie, stracić kontakt z bolesną rzeczywistością… zasnąć.

Nasz styl czekania daje nam wiele cennych informacji: o nas samych, o naszej relacji do Miłości, o tym jaki obraz Boga w sobie nosimy, kogo bardziej słuchamy: oskarżyciela czy Pocieszyciela?

Co w tym Adwencie powinieneś zrobić, aby z radością czekać mającego nadejść Jezusa?

 


 

Mateusz Koziołek SDB

34 Niedziela, Uroczystość Chrystusa Króla
Cierpienie Boga = cierpienie człowieka?

  • Czy Bóg może cierpieć? Czy bywa głodny, spragniony, zmarznięty? Czy odczuwa niewygodę, dyskomfort? Skoro jest Bogiem, Duchem, to odpowiedź narzuca się automatycznie – nie, Bóg nie może cierpieć. Ale pamiętamy, że kiedy Jezus przyjął ludzkie ciało, ogołocił się z Boskości, stał się zwykłym człowiekiem, to wtedy, jak pisze autor Listu do Hebrajczyków, Chrystus stał się do nas podobnym we wszystkim oprócz grzechu (por. Hbr 4, 15). Czuł głód, pragnienie, smutek, lęk, bywało Mu gorąco czy zimno. Po swoim zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu ten stan się jednak zmienił. Przeszedłszy przez bramę niesamowitego cierpienia i męki oraz śmierci, teraz czuwa nad swoim ciałem/Kościołem jako jego Głowa.
  • O ile bowiem Głowa nie cierpi, o tyle ciało, którym my jesteśmy, odczuwa ból, zmęczenie, chorobę i skutki grzechu. Jednak Jezus nie zostawia z tym trudnym doświadczeniem swojego Kościoła samego. Dziś cierpi On właśnie w swoim ciele, którym jest Kościół. Jak mogę zatem temu bólowi zaradzić? Co mogę zrobić dla Jezusa? Otóż powinienem dbać o poszczególne członki Jego ciała, które cierpią. Dlatego w dzisiejszej Ewangelii Chrystus Pan daje nam do zrozumienia, że czeka na nas w naszych cierpiących, głodnych, spragnionych czy samotnych braciach i siostrach. Moja służba dla Chrystusa ma się odbywać przez człowieka, szczególnie pogardzanego. Mnieście nakarmili, mnieście napoili, mnieście odwiedzili… To byłoby zbyt proste, gdyby Jezus objawił się fizycznie w twarzach potrzebujących. Wtedy intencja tych, którzy pomagają, nie do końca byłaby czysta. On liczy na naszą inicjatywę, kreatywność…
  • Chrystus czeka na nasz szczery odruch serca, uważne patrzenie na bliźnich, chce naszej wrażliwości i miłości. Nasze dobre czyny mogą sprawić, że będziemy błogosławieni, czyli szczęśliwi. Błogosławieni przez Ojca, który dla swoich dzieci przygotował Królestwo. Możemy też być przeklęci, jak mówi Ewangelista, ale to nie Bóg nas przeklnie. To nasza nieczułość i wygodnictwo będą nas sądziły, nasze czyny – złe oraz zaniedbane dobre, mogą nam zamknąć bramy Królestwa. Bóg owszem, przygotował ogień wieczny, ale dla Diabła i jego aniołów. Dla swoich dzieci przygotował Królestwo. To gdzie ja się wybieram, zależy tylko ode mnie i miłości, którą dzielę się z bliźnimi – bo to z niej będę ostatecznie sądzony.

Kraków, 13 listopada 2014

Robert Gajewski SDB

„Pochwała przedsiębiorczej pracowitości”

Rozważania nad przypowieścią o talentach (Mt 25, 14-30)

Jeśli czasem męczą Cię pytania typu „czego Bóg ode mnie oczekuje?” , „ile powinienem z siebie dać?”, „czy powinienem się tak starać?” to odpowiedź znajdziesz w dzisiejszej ewangelii.

Żyjemy w czasach pomiędzy pierwszym, a ostatecznym przyjściem Pana. Na czas swej tymczasowej nieobecności Jezus powierzył nam pewne dobra,  niczym człowiek udający się podróż, który swój majątek powierzył swoim sługom. Talenty, o których mowa w przypowieści to nie rozumiane dziś „umiejętności”, ale ówcześnie rozumiana miara wagi. Talent w tamtych czasach to było 34 kg czegoś, np. złota, czy srebra. Stąd jeśli w przypowieści mowa o tym, że sługom powierzono 10, 5 lub nawet tyko 1 talent, oznacza to że Bóg bardzo ufa ludziom i na nich liczy, skoro powierza im coś tak wartościowego.

Każdemu z nas Bóg coś powierzył, jednym więcej innym mniej- zgodnie z posiadanymi zdolnościami. Nie ma człowieka, który nie otrzymałby do Boga czegoś bardzo wartościowego. Bóg chce byśmy powierzone nam dobro nie tylko „przechowali”, ale „pomnożyli”. A to wymaga od nas: zaangażowania, pracowitości, twórczej aktywności, wzięcia odpowiedzialności. To z kolei będzie rodziło: zmęczenie, problemy, napięcia i wątpliwości. Ale warto! Bo właśnie taka „przedsiębiorcza pracowitość” bardzo się Bogu podoba, za nią nas wynagrodzi. Natomiast lenistwo, bierność, zaniedbania, unikanie odpowiedzialności to są postawy, które Bóg krytykuje i z których nas rozliczy.

Jeśli życie dla Ciebie to „czas czynienia dobra”, „ciężka praca nad pomnażaniem tego co wartościowe”, „staranie się i utrudzenie w walce o większe dobro” to Pan dziś mówi Ci „dobrze sługo dobry i wierny, wejdź do radości swego Pana”. Jeśli natomiast życie dla Ciebie to „nieustanne szukanie świętego spokoju i robienie uników”, Pan dziś mówi „Sługo zły i gnuśny!”, „nawróć się, póki czas…”

  • Warto się dziś zapytać: jakie dobro mi Bóg powierzył? Co z nim robię?
  • Warto dziś podziękować Boga, za to w co dobrego nas zaangażował, za to co się nam razem z Nim już udało zrobić.
  • Warto dziś Boga, przeprosić za swoje lenistwo i zaniedbania i poprosić Go by nas z nich wyprowadził, a dodał sił, chęci i umiejętności do zaangażowanie się w to co nam powierzył.